10 greckich plaż, które musisz zobaczyć przed śmiercią

Grecja to nie tylko kolebka cywilizacji i kraina mitów, ale też raj dla miłośników plażowania. Kryształowo czysta woda Morza Egejskiego i Jońskiego, złociste piaski i ukryte zatoczki przyciągają turystów jak magnes. Sama odkryłam, że znalezienie „tej jednej, najpiękniejszej” plaży w Grecji to jak szukanie igły w stogu siana – jest ich po prostu zbyt wiele! Dlatego zebrałam dla Was listę absolutnych perełek, które skradły moje serce podczas licznych wizyt w Helladzie. Oto miejsca, gdzie można dosłownie zostawić kawałek duszy… i sporo euro w lokalnych tavernach!

Plaża Nawajo (Zatoka Wraku) – Zakynthos

Nie ma co owijać w bawełnę – to najbardziej instagramowa plaża w całej Grecji i jeden z jej najpopularniejszych symboli. Nawajo (znana również jako Shipwreck Beach czy Zatoka Wraku) leży na wyspie Zakynthos i jest otoczona imponującymi, białymi klifami, które kontrastują z intensywnie turkusową wodą. Główną atrakcję stanowi wrak przemytniczego statku, który rozbił się tutaj w latach 80. i po dziś dzień rdzewieje malowniczo na złotym piasku.

Dotarcie tutaj to mała wyprawa – plaża jest dostępna wyłącznie od strony morza, więc trzeba wynająć łódź lub wykupić zorganizowaną wycieczkę. I tu mała rada od kogoś, kto nadział się na ten numer: przyjedź wcześnie rano albo późnym popołudniem! W szczycie sezonu i w środku dnia plaża zamienia się w istny kocioł – tłumy turystów, jeden przy drugim, a zrobienie zdjęcia bez przypadkowych plażowiczów graniczy z cudem. Kiedyś czekałam 30 minut, żeby strzelić fotkę bez obcych głów w kadrze – szału można dostać!

Elafonissi – Kreta

Była sobie niegdyś sekretna plaża, o której wiedzieli tylko miejscowi… I wtedy ktoś wrzucił jej zdjęcie do internetu. Tak właśnie Elafonissi z ukrytej perełki stała się turystycznym hitem Krety. Co ją wyróżnia? Przede wszystkim różowy piasek! Faktycznie, koloru landrynek to on nie ma, ale przy odpowiednim słońcu mieni się delikatnym różem dzięki rozdrobnionym muszlom, które zmieszały się z białym piaskiem.

Elafonissi leży w południowo-zachodniej części Krety, około 75 km od Chanii. Droga prowadzi przez malownicze góry i wąwozy, więc sama podróż to niezła gratka dla oczu. Po dotarciu na miejsce masz do wyboru dwie strony plaży – sama wysepka Elafonissi (można do niej dojść brodem przez płytką lagunę) oraz część kontynentalna. Woda jest płytka, ciepła i krystalicznie czysta, idealna dla rodzin z dziećmi.

W sezonie Elafonissi pęka w szwach, więc jak mawiają Grecy: „Albo przyjeżdżasz pierwszy, albo nie przyjeżdżasz wcale”. A jeśli już tam będziesz, to koniecznie zajrzyj do lokalnej tawerny na świeżą rybkę – drogo jak diabli, ale lepszej nie zjesz nigdzie indziej!

Myrtos – Kefalonia

Ta plaża to taki grecki pewniak – pojawia się w każdym zestawieniu top plaż Hellady i nie bez powodu. Byłam tam dwukrotnie i za każdym razem łapałam szczękę z podłogi. Wyobraźcie sobie półkolistą zatokę z oślepiająco białym, kamienistym brzegiem, otoczoną stromymi zielonymi klifami i wypełnioną wodą w kolorze, którego nie odda żaden Instagram – mieszanką kobaltowego błękitu i szmaragdowej zieleni.

Myrtos to idealne miejsce dla tych, którzy lubią spektakularne widoki i nie przeszkadza im kamieniste podłoże (bo piasku tu jak na lekarstwo). To nie jest miejsce dla mięczaków – wejście do wody bywa strome, a fale potrafią być naprawdę mocne. Mimo to, warto się pomęczyć dla tych widoków i kąpieli w krystalicznej wodzie.

Najlepszy widok na plażę rozciąga się z punktu widokowego na drodze prowadzącej z Argostoli – tam obowiązkowo trzeba się zatrzymać na fotkę. Tylko nie zapomnijcie porządnych butów do wody, bo po tych kamieniach chodzenie to istna mordęga dla stóp!

Balos – Kreta

Kolejna kretańska perełka, która wygląda jak żywcem wyjęta z katalogów biur podróży. Laguna Balos to płytka zatoka o różnorodnych odcieniach błękitu i turkusu, otoczona białymi i różowawymi plażami. Z jednej strony mamy dzikie wzgórza półwyspu Gramvousa, z drugiej – bezkres Morza Śródziemnego. Widok, który zapiera dech w piersiach!

Dotarcie do Balos wymaga trochę zachodu – albo przemierzysz 10-kilometrową, nierówną drogę gruntową (polecam wynająć jeepa), albo popłyniesz statkiem wycieczkowym z Kissamos. Ja wybrałam pierwszą opcję i nie żałuję – miałam plażę prawie dla siebie przez dobrą godzinę, zanim dopłynęły hordy turystów na statkach.

Woda w lagunie jest płytka i ciepła – idealna do brodzenia i relaksu. Tylko pamiętajcie o kremie z filtrem – słońce potrafi tu przysmażyć skórę w mgnieniu oka, a cień to towar deficytowy. Jak to mówią Grecy: „Na Balos albo wracasz opalony, albo spalony – wybór należy do ciebie”.

Plaża Porto Katsiki – Lefkada

Jeśli miałabym wymienić najbardziej dramatyczne greckie plaże, Porto Katsiki byłaby w czołówce. Ta fantastyczna plaża znajduje się u podnóża gigantycznego, kredowobiałego klifu na wyspie Lefkada. Kontrast między śnieżnobiałą skałą, szmaragdową wodą i ciemnoniebieskim niebem jest po prostu obłędny!

Żeby dostać się na plażę, trzeba zejść stromymi schodami wykutymi w skale (około 100 stopni) – nie polecam osobom z problemami z kolanami ani tym z małymi dziećmi. Za to widok z góry wynagradza wszystko – człowiek od razu łapie za telefon i strzela fotki na prawo i lewo.

Sama plaża jest złożona głównie z drobnych kamyków, więc znowu – buty do wody to podstawa. Woda jest krystalicznie czysta, ale potrafi być zdradliwa – prądy bywają tu mocne, więc trzeba mieć oczy dookoła głowy, zwłaszcza gdy pilnuje się dzieci. No i jeszcze jedno – na plaży nie ma zbyt wielu udogodnień, więc warto zabrać ze sobą jedzenie i dużo wody. Zapomniałam o tym podczas mojej pierwszej wizyty i skończyło się kupowaniem wody po zdzierczych cenach od gościa z przenośną lodówką. Naciąganie turystów w pełnej krasie!

Perissa i Kamari – Santorini

Na Santorini nie szukajcie złotych plaż – tutaj rządzi wulkaniczny, czarny piasek! Plaże Perissa i Kamari to dwa najpopularniejsze kąpieliska na wyspie, położone po przeciwnych stronach góry Mesa Vouno. Obie oferują nietypowe doświadczenie plażowania na czarnym piasku, który, swoją drogą, potrafi rozgrzać się do temperatury patelni – nie radzę chodzić boso w środku dnia!

Perissa to długa, szeroka plaża z licznymi barami, restauracjami i wypożyczalniami leżaków. Jest nieco spokojniejsza niż Kamari, która słynie z promenady pełnej sklepów, kawiarni i tawern. Obie plaże mają „Błękitną Flagę”, co oznacza wysoką jakość wody i infrastruktury.

Podczas mojego pobytu na Santorini Perissa skradła moje serce – usiadłam w beachbarze, zamówiłam mrożoną kawę frappe i po prostu gapiłam się na kontrastujące kolory: czarny piasek, szafirowe morze i błękitne niebo. Do tego grecka muzyka w tle – czego chcieć więcej? No chyba tylko niższych cen, bo Santorini to finansowa masakra dla portfela!

Sarakiniko – Milos

Jeśli kiedykolwiek marzyliście o spacerze po Księżycu, to Sarakiniko na wyspie Milos jest najbliższym ziemskim odpowiednikiem. Ta plaża to absolutny ewenement – zamiast piasku czy kamieni mamy tu gładkie, białe formacje skalne, wyrzeźbione przez wiatr i morze w fantastyczne kształty. Miejsce wygląda jak surrealistyczny, księżycowy krajobraz!

Sarakiniko nie jest typową plażą do leżakowania – tu przychodzi się głównie dla widoków i zdjęć. Skalne platformy są idealne do opalania, a odważniejsi mogą skakać z klifów do krystalicznie czystej wody. Tylko ostrzegam – skały bywają śliskie, więc trzeba uważać, żeby nie zaliczyć gleby i nie skończyć z siniakami na pamiątkę.

Najlepsza pora na wizytę? Jednoznacznie wczesny poranek albo późne popołudnie – nie tylko ze względu na mniejsze tłumy, ale też dlatego, że białe skały odbijają światło słoneczne jak lustra. W południe można dosłownie usmażyć się żywcem bez odpowiedniej ochrony. Jak mówią Grecy: „Na Sarakiniko słońce całuje mocniej” – i nie jest to komplement!

Plaża Paleokastritsa – Korfu

Zamiast jednej plaży mamy tu całą serię urokliwych zatoczek otoczonych bujną, śródziemnomorską roślinnością. Paleokastritsa na Korfu to prawdziwy raj dla miłośników snorkelingu i nurkowania – podwodna widoczność jest tu niesamowita, a podwodne jaskinie i formacje skalne przyciągają fanów eksploracji.

Główna plaża (Agios Spiridon) bywa zatłoczona, ale jeśli przejdziesz dalej, możesz znaleźć mniejsze, bardziej kameralne zatoczki. Woda przybiera tu najróżniejsze odcienie turkusu i szmaragdu, a kontrast z soczyście zielonymi wzgórzami tworzy widok jak z pocztówki.

Najfajniejsza rzecz w Paleokastritsa? Możliwość wynajęcia małej łódki bez licencji i samodzielnego eksplorowania okolicy. Zrobiłam tak z przyjaciółmi – za 60 euro mieliśmy łódkę na 4 godziny i odkrywaliśmy niedostępne z lądu zatoczki. To było coś! Tylko pamiętaj o zapasie wody i prowiancie, bo kiedy znajdziesz swoją prywatną rajską zatoczkę, nie będziesz chciał jej opuszczać!

Voutoumi – Antipaxos

Mała, mało znana wysepka Antipaxos (sąsiadka nieco większego Paxos) skrywa prawdziwą perełkę – plażę Voutoumi. Wyobraźcie sobie wodę w kolorze, którego nie oddadzą nawet najlepsze filtry na Instagramie – mieszanka karaibskiego błękitu i głębokiego turkusu. Do tego drobny, biały piasek i otaczające wzgórza porośnięte gajami oliwnymi.

Na Antipaxos nie ma stałych mieszkańców ani hoteli, co oznacza, że na plażę trzeba dostać się łodzią z Paxos lub Korfu. Ta niedostępność sprawia, że Voutoumi zachowuje swój dziewiczy charakter, mimo rosnącej popularności.

Co dało mi do myślenia podczas wizyty? To, że najpiękniejsze miejsca często są najtrudniej dostępne. I że czasem warto poświęcić trochę więcej czasu i wysiłku, żeby uciec od utartych szlaków. Voutoumi to taki sekretny grecki skarb, o którym szeptają podróżnicy, ale jeszcze nie trafił na czołówki wszystkich folderów turystycznych. I niech tak zostanie!

Plaka – Naxos

Na koniec naszego zestawienia – plaża, która skradła moje serce swoją prostotą i naturalnością. Plaka na wyspie Naxos to długi, kilkukilometrowy pas złocistego piasku obmywany przez lazurowe wody Morza Egejskiego. W przeciwieństwie do zatłoczonych plaż Mykonos czy Santorini, tutaj wciąż można znaleźć przestrzeń dla siebie, nawet w szczycie sezonu.

Północna część plaży jest bardziej dzika i naturalna – idealna dla tych, którzy szukają spokoju. Im dalej na południe, tym więcej barów plażowych i leżaków, ale nigdy nie ma tu takiego ścisku jak na innych popularnych greckich plażach.

Zachód słońca na Plaka to osobny rozdział – kiedy złote światło rozlewa się po morzu, a w tle majaczy sylwetka sąsiedniej wyspy Paros, człowiek zaczyna rozważać, czy nie rzucić wszystkiego i nie zostać tu na zawsze. Ja po takim zachodzie słońca poszłam do lokalnej tawerny, zamówiłam grillowaną ośmiornicę i karafkę domowego wina, patrząc na rozgwieżdżone niebo. I wiecie co? To był idealny grecki moment – prosty, autentyczny i niezapomniany.

Greckie plaże to nie tylko piasek i woda – to całe doświadczenie, mieszanka historii, kultury, kuchni i gościnności. Każda wyspa, każda plaża ma swoją osobowość i urok. Niezależnie od tego, czy marzysz o relaksie w ustronnej zatoczce, czy o pełnej infrastrukturze turystycznej – Grecja ma to wszystko. Warto tylko pamiętać, że najpiękniejsze miejsca często przyciągają tłumy, więc trochę planowania i gotowości do kompromisów nie zaszkodzi. A wy, którą grecką plażę odwiedziliście lub chcielibyście odwiedzić? Bo ja już planuję powrót na Milos – tym razem chcę zobaczyć wschód słońca nad księżycowym krajobrazem Sarakiniko!

Inne artykuły

Aparaty słuchowe zimą – jak chronić je przed mrozem i wilgocią

Artykuł sponsorowany Zima to trudny czas dla aparatów słuchowych. Mróz,...

Dlaczego zaciskasz pięści przez sen? Twoje ciało próbuje ci coś powiedzieć

Wiesz, to dziwne uczucie, prawda? Budzisz się rano, przeciągasz...

Popularne Biznesy w Polsce – Przewodnik po Najczęściej Wyszukiwanych Lokalnych Przedsiębiorstwach

W dzisiejszych czasach polscy konsumenci aktywnie poszukują różnorodnych usług...

Odkrywając Lokalne Biznesy w Polsce – Przewodnik po Różnorodnych Usługach

W Polsce funkcjonuje wiele interesujących lokalnych biznesów, które oferują...