Gdy za oknem szaro, zimno i ponuro, a termometry uporczywie pokazują temperatury poniżej zera, myśli wielu Polaków mimowolnie wędrują ku cieplejszym rejonom świata. Styczeń to miesiąc, kiedy zimowa aura daje się we znaki najbardziej – święta już za nami, a do wiosny jeszcze daleka droga. Nie dziwi więc, że właśnie wtedy rośnie zainteresowanie lotami do krajów, gdzie można złapać trochę słońca i naładować akumulatory. Sprawdźmy, dokąd najchętniej uciekamy przed zimowym chłodem i dlaczego właśnie te kierunki kradną nasze serca.
Egipt – nieśmiertelna klasyka zimowych wyjazdów
Jak można mówić o zimowych kierunkach bez wspomnienia o Egipcie? To absolutny pewniak, jeśli chodzi o stosunek jakości do ceny. Hurghada i Sharm el-Sheikh to miejsca, które wielu Polaków zna jak własną kieszeń. W styczniu temperatura w tych regionach oscyluje wokół przyjemnych 20-25°C, co w zestawieniu z naszymi rodzimymi mrozami brzmi jak marzenie. Morze Czerwone pozostaje ciepłe (około 23°C), więc można bez problemu pluskać się do woli.
Co przyciąga nas do Egiptu jak magnes? Przede wszystkim ceny. Za tygodniowy all-inclusive w niezłym hotelu zapłacimy nawet poniżej 2500 zł od osoby. Do tego loty czarterowe są stosunkowo krótkie (około 4 godzin), a wiza jest załatwiana na miejscu. No i oczywiście rafy koralowe – dla miłośników snorkelingu i nurkowania to prawdziwy raj na ziemi.
Jednak nie samym plażowaniem człowiek żyje. Wycieczka do Kairu, zobaczenie piramid w Gizie czy spływ Nilem to atrakcje, które warto dorzucić do planu wyjazdu. W styczniu upał nie daje się tak we znaki jak latem, więc zwiedzanie staje się znacznie przyjemniejsze.
Wyspy Kanaryjskie – europejskie słońce w środku zimy
Dla tych, którzy wolą pozostać na europejskim gruncie, Wyspy Kanaryjskie to strzał w dziesiątkę. Ten hiszpański archipelag leży na tyle blisko równika, że cieszy się łagodnym klimatem przez cały rok. W styczniu temperatury na Teneryfie, Gran Canarii czy Lanzarote wahają się między 18 a 22°C. Może nie są to upały jak w środku lata, ale dla zmarzlucha z Polski – w sam raz!
Kanaryjska pogoda jest dość kapryśna i zróżnicowana nawet w obrębie jednej wyspy. Na południu Teneryfy możemy cieszyć się słońcem, podczas gdy północ wyspy jest nieco chłodniejsza i bardziej wilgotna. Właśnie dlatego większość turystów obiera kurs na południowe wybrzeża, gdzie zlokalizowane są najpopularniejsze kurorty jak Los Cristianos czy Playa de las Americas.
Co jeszcze przemawia za Kanarami? Przede wszystkim brak bariery językowej – w turystycznych miejscach dogadamy się po angielsku, a często nawet po polsku. Nie ma też problemów z płatnościami – posługujemy się euro, więc nie trzeba się martwić o wymianę waluty. No i oczywiście – żadnych wiz czy skomplikowanych procedur, w końcu to Europa.
Na Kanarach warto wyjść poza strefę hotelową. Księżycowe krajobrazy Lanzarote, wulkan Teide na Teneryfie czy wydmy Maspalomas na Gran Canarii to widoki, które zapadają w pamięć na długo. A do tego lokalna kuchnia – świeże ryby, papas arrugadas (pomarszczone ziemniaki) czy mojo (lokalne sosy) sprawią, że podniebienie też będzie miało swoją frajdę.
Tajlandia – egzotyka w przystępnej cenie
Jeśli mamy trochę więcej czasu (i budżetu), to Tajlandia jawi się jako jedna z najciekawszych opcji na styczniowy wypad. Wtedy właśnie przypada tam szczyt sezonu – pogoda jest sucha, a temperatury sięgają przyjemnych 30°C. Dla kogoś, kto właśnie uciekł z zasypanej śniegiem Polski, to jak wejście do innego wymiaru.
Phuket, Krabi, Koh Samui czy Pattaya – każdy znajdzie coś dla siebie. Jedni szukają dzikich plaż i spokoju, inni wolą tętniące życiem kurorty z barami i klubami na każdym kroku. Tajlandia potrafi zaspokoić obie te potrzeby, często na terenie tej samej wyspy.
Co przyciąga Polaków do Tajlandii jak magnes? Na pewno nie jest to krótki lot – podróż trwa ok. 10-11 godzin, plus często przesiadka. Ale to, co czeka na miejscu, wynagradza trudy podróży z nawiązką. Przepiękne plaże z białym piaskiem, krystalicznie czysta woda, niesamowita kuchnia i ceny, które potrafią wprawić w osłupienie (w pozytywnym sensie). Za dobry posiłek w lokalnej knajpce zapłacimy równowartość 10-15 złotych, a za noc w przyzwoitym hotelu – od 100 zł wzwyż.
Na miejscu warto też poznać tajską kulturę – odwiedzić świątynie buddyjskie, zobaczyć pokaz tańców tradycyjnych czy wziąć udział w kursie gotowania lokalnych przysmaków. A jeśli zależy nam na aktywnym wypoczynku – snorkeling, nurkowanie, kajakarstwo morskie czy trekking w dżungli czekają na śmiałków.
Wskazówka dla początkujących podróżników do Azji
Pierwsza podróż do Tajlandii może być lekkim szokiem kulturowym. Wszechobecny chaos, intensywne zapachy (nie zawsze przyjemne) i zupełnie inna mentalność mogą początkowo przytłaczać. Ale wystarczy kilka dni, żeby wejść w ten rytm i zacząć dostrzegać urok tego miejsca. A Tajowie, choć czasem nachalni w sprzedaży swoich usług, są jednymi z najbardziej uśmiechniętych i pomocnych ludzi na świecie.
ZEA i Oman – luksus na wyciągnięcie ręki
Coraz większą popularnością wśród Polaków cieszą się kierunki z Półwyspu Arabskiego, szczególnie Zjednoczone Emiraty Arabskie i Oman. To nie powinno dziwić – lot trwa tylko około 6 godzin, pogoda w styczniu jest idealna (25-28°C), a poziom luksusu często przerasta najśmielsze oczekiwania.
Dubaj to miasto, które nie zna umiaru – najwyższy budynek świata Burj Khalifa, sztuczne wyspy w kształcie palm, kryte stoki narciarskie w centrum handlowym… Lista szalonych atrakcji wydaje się nie mieć końca. Jeśli chcemy poczuć się jak milionerzy choć przez chwilę, to właśnie tam powinniśmy się udać. Warto jednak pamiętać, że taki luksus kosztuje – Dubaj do najtańszych kierunków nie należy.
Nieco spokojniejszą, ale równie ciekawą alternatywą jest Oman. Kraj ten dopiero otwiera się na masową turystykę, dzięki czemu zachował więcej autentyczności niż jego błyszczący sąsiad. Piękne plaże, malownicze góry Hadżar i pustynia Wahiba to tylko niektóre z atrakcji, jakie czekają na odwiedzających. A do tego znacznie niższe ceny niż w Dubaju.
W obu krajach warto pamiętać o lokalnych zwyczajach i zasadach. Mimo że są to kierunki turystyczne, obowiązują tam pewne reguły dotyczące ubioru czy zachowania w miejscach publicznych. Lepiej zapoznać się z nimi przed wyjazdem, żeby uniknąć niezręcznych sytuacji.
Dominikana i Meksyk – karaiski sen
Dla tych, którzy marzą o prawdziwie rajskich plażach, Karaiby to spełnienie marzeń. Dominikana i karaibskie wybrzeże Meksyku (Cancun, Playa del Carmen) to kierunki, które w ostatnich latach zyskują na popularności wśród polskich turystów. I trudno się dziwić – białe plaże z palmami, turkusowa woda i pogoda, która w styczniu rozpieszcza (28-30°C).
Co prawda lot jest długi (około 10-12 godzin), a ceny wyższe niż w przypadku kierunków śródziemnomorskich, ale to, co czeka na miejscu, wynagradza wszystko. All-inclusive w tych regionach to zupełnie nowy poziom doświadczenia – od drinków z palemką podawanych prosto do leżaka po wieczorne animacje i koncerty, które potrafią rozkręcić nawet największego ponuraka.
Poza plażowaniem, warto zobaczyć majańskie ruiny w Meksyku (Tulum, Chichen Itza) czy Park Narodowy Los Haitises w Dominikanie. A dla miłośników aktywnego wypoczynku – sporty wodne, nurkowanie czy wycieczki jeepami po dżungli będą wisienką na torcie udanych wakacji.
Zamiast podsumowania – garść praktycznych porad
Niezależnie od tego, który kierunek wybierzemy na styczniowy wypad, warto pamiętać o kilku uniwersalnych zasadach:
Po pierwsze, im wcześniej zarezerwujemy, tym lepiej. Oferty first minute na styczeń pojawiają się już nawet pół roku wcześniej i często są znacznie korzystniejsze cenowo niż te last minute.
Po drugie, warto sprawdzić pogodę nie tylko „średnią”, ale konkretne prognozy na dany tydzień. Nawet w ciepłych krajach zdarzają się chłodniejsze dni czy okresowe deszcze.
Po trzecie, ubezpieczenie! W tropikach łatwiej o różne dolegliwości, a koszty leczenia za granicą potrafią przyprawić o zawrót głowy. Dobra polisa to podstawa spokojnego wypoczynku.
I wreszcie – otwarta głowa i chęć poznania lokalnej kultury. Nawet jeśli wybieramy all-inclusive, warto choć na jeden dzień wyrwać się poza hotel i zobaczyć, jak żyją miejscowi. Często to właśnie te doświadczenia, a nie kolejny drink przy basenie, zostają z nami na długo po powrocie do zimowej Polski.
A Wy, gdzie planujecie uciec przed zimą w tym roku? Klasyka typu Egipt, czy może coś bardziej egzotycznego? Niezależnie od wyboru, pamiętajcie, że czasem warto zainwestować w słońce i odpoczynek – to inwestycja, która zawsze się zwraca w postaci lepszego samopoczucia i naładowanych baterii.
