Wielkie Muzeum Egipskie – faraońska perła w nowej odsłonie

Po niemal dwóch dekadach oczekiwań, niezliczonych opóźnieniach i kosztach, które wystrzeliły w kosmos, Wielkie Muzeum Egipskie (GEM) w końcu otworzyło swoje podwoje dla zwiedzających. Ta monumentalna świątynia historii, położona na skraju płaskowyżu Giza, zaledwie dwa kilometry od słynnych piramid, miała nas wszystkich powalić na kolana. Czy rzeczywiście tak się stało? Wybraliśmy się tam z wizytą, by sprawdzić to na własnej skórze. I wiecie co? Było warto czekać każdy z tych 20 lat!

Kolos przy piramidach – architektura, która zapiera dech

Pierwsze, co rzuca się w oczy, to sam budynek – i to dosłownie. Ta szklana bestia o trójkątnej fasadzie nawiązującej do pobliskich piramid jest po prostu ogromna. Zajmuje powierzchnię 50 boisk piłkarskich (nie żartuję!), co czyni go największym muzeum archeologicznym na świecie. Kosztował też niemało – ponad miliard dolarów poszło w piach pustyni, ale efekt? Miazga!

Architektura GEM-u jest dziełem irlandzkiego studia Heneghan Peng, które wygrało międzynarodowy konkurs jeszcze w 2003 roku. Przeszklona fasada głównego budynku mierzy 50 metrów wysokości i rozciąga się na długość ponad 800 metrów. W słoneczny dzień (a takich w Egipcie nie brakuje) gra światła na tej szklanej powierzchni tworzy niesamowity efekt. Z daleka wygląda to jak fatamorgana – gigantyczny miraż wyrastający z pustyni.

Gdy wchodzisz do środka, pierwsze wrażenie? „Matko jedyna, ale przestrzeń!” Atrium główne ma wysokość niemal 40 metrów, a światło wpadające przez szklany dach tworzy niesamowity spektakl cieni i blasków. Już sam hol główny jest wart zobaczenia, nawet gdyby nie było w nim żadnych eksponatów.

Skarby Tutanchamona – w końcu wszystkie w jednym miejscu!

No dobra, budynek budynkiem, ale przecież nie dla samej architektury się tu przyjeżdża! Gwoździem programu jest kolekcja Tutanchamona – i to jaka! Po raz pierwszy w historii wszystkie 5400 przedmiotów z grobowca młodocianego faraona zostały zgromadzone w jednym miejscu. Maska pośmiertna, złoty tron, biżuteria, naczynia – wszystko to wreszcie można zobaczyć na własne oczy w jednej przestrzeni.

Wystawa Tutanchamona zajmuje ponad 7000 metrów kwadratowych i jest podzielona tematycznie. Moim zdaniem najlepiej prezentuje się sala ze skarbcem – złoto dosłownie oślepia! Łatwo zrozumieć, dlaczego Howard Carter, gdy odkrył grobowiec w 1922 roku, na pytanie „Co tam widzisz?” odpowiedział: „Wspaniałe rzeczy!”. Rzeczywiście są wspaniałe, a sposób ich ekspozycji tylko potęguje wrażenie.

Co mnie zaskoczyło? Że tyle tych skarbów jest. W „starym” Muzeum Egipskim na placu Tahrir zobaczyć można było zaledwie wierzchołek góry lodowej. Tutaj jest WSZYSTKO. Łóżka, trony, rydwany, sandały, bielizna, zabawki, kosmetyki. Czujesz się, jakbyś zaglądał nastoletniemu faraonowi przez ramię w jego codziennym życiu. I wiecie co? Ten gość na pewno nie narzekał na brak luksusu!

Więcej niż tylko Tutanchamon – pozostałe kolekcje

GEM to nie tylko złoty chłopiec egipskiej archeologii. Muzeum prezentuje łącznie ponad 100 000 artefaktów, z których około jedna trzecia jest wystawiona na stałej ekspozycji. Pozostałe znajdują się w magazynach (które notabene też można zwiedzać, ale tylko z przewodnikiem i po wcześniejszej rezerwacji).

Moim faworytem okazała się galeria łodzi słonecznych. Główną atrakcją jest tu pełnowymiarowa łódź Chufu (Cheopsa), która została odnaleziona w latach 50. XX wieku w specjalnym dole przy Wielkiej Piramidzie. Ta 43-metrowa drewniana konstrukcja przetrwała ponad 4500 lat w niemal idealnym stanie! Jej przeniesienie z pawilonu przy Wielkiej Piramidzie do nowego muzeum było samo w sobie inżynieryjnym wyczynem – trwało ponad rok i kosztowało miliony.

Kolosy i inne giganty – rozmiar ma znaczenie

Jedną z rzeczy, które najbardziej zapadają w pamięć, są gigantyczne posągi. Wielka Sala Kolumn, gdzie stoją monumentalne rzeźby faraonów, dosłownie zgniata swoją skalą. 83-tonowy posąg Ramzesa II wita zwiedzających tuż za wejściem. Został tu przeniesiony z placu przed dworcem kolejowym w Kairze, gdzie przez dekady wdychał spaliny i zbierał kurz miasta. Teraz, po renowacji, wygląda jak nowy. Czujesz się przy nim jak krasnal.

Jest też gigantyczna statua Amenhotepa III z żoną Tiye, która waży ponad 40 ton. Te kolosy są tak ogromne, że muzeum musiało zostać zaprojektowane wokół nich – najpierw je ustawiono, a dopiero potem wykończono budynek!

Organizacja zwiedzania – lepiej się przygotuj

Słowo ostrzeżenia – GEM jest OGROMNE. Nie ma opcji, żeby zobaczyć wszystko w jeden dzień, chyba że jesteś maratończykiem z pamięcią fotograficzną. My spędziliśmy tam pełne dwa dni i i tak mam poczucie, że tylko liznęliśmy temat.

Bilety najlepiej kupić online, z wyprzedzeniem. Kosztują niemało – podstawowy to wydatek rzędu 40 dolarów dla obcokrajowców (Egipcjanie płacą znacznie mniej). Warto też rozważyć przewodnika – sam system audio-guide’ów jest jeszcze w powijakach i nie wszystkie eksponaty są ane po angielsku.

Co mnie wkurzyło? Kolejki. Mimo systemu rezerwacji czasowych, przy najpopularniejszych ekspozycjach (jak maska Tutanchamona) ustawiają się tasiemcowe ogonki. Trochę to psuje przyjemność oglądania, ale cóż – niektóre rzeczy są warte nawet stania w kolejce.

Jeśli planujecie wizytę, weźcie wygodne buty – to podstawa! Powierzchnie są twarde, a dystanse między galeriami spore. Jest kilka kawiarni i restauracji na terenie muzeum, ale ceny są… hmm, powiedzmy, że turystyczne. Lepiej mieć ze sobą przekąskę i wodę.

Czy warto? Moje osobiste refleksje

Po całych dwóch dniach zwiedzania wyszedłem z GEM-u z mieszanymi uczuciami. Z jednej strony – wow! Jest niesamowite. Z drugiej – trochę jakby niedokończone. Widać, że niektóre części muzeum zostały otwarte na szybko, pod presją, by w końcu ruszyć z całym przedsięwzięciem. Czasem brakowało ów, niektóre multimedialne instalacje nie działały, a personel nie zawsze potrafił udzielić informacji.

Ale! Mimo tych niedociągnięć, GEM to absolutnie obowiązkowy punkt na mapie każdego, kto choć trochę interesuje się historią. To prawdziwa perełka, która przebija „stare” Muzeum Egipskie o kilka długości. Samo zestawienie tych dwóch miejsc jest fascynujące – jedno to zakurzony, kolonialny skarbiec z XIX wieku, drugie to supernowoczesna świątynia wiedzy z XXI wieku.

Czy było warto czekać te wszystkie lata? Jak najbardziej! Czy warto wydać te pieniądze na bilet? Zdecydowanie! Czy warto lecieć do Kairu tylko dla tego muzeum? Tak, choć najlepiej połączyć wizytę ze zwiedzaniem samych piramid – w końcu są tuż obok.

Na koniec rada od serca – jeśli planujecie wizytę, dajcie temu miejscu czas. Nie pędźcie przez sale jak szaleni tylko po to, by zaliczyć kolejny punkt programu i wrzucić kilka zdjęć na Insta. GEM to miejsce, które najlepiej smakuje powoli, z zadumą nad tym, jak niezwykła była cywilizacja, która stworzyła te wszystkie cuda.

A ja? Już planuję kolejną wizytę. Bo jedna to stanowczo za mało, by ogarnąć to wszystko. Faraonowie czekali tysiące lat, by ich skarby zostały tak zaprezentowane – my możemy poświęcić im chociaż kilka dni.

Inne artykuły

Aparaty słuchowe zimą – jak chronić je przed mrozem i wilgocią

Artykuł sponsorowany Zima to trudny czas dla aparatów słuchowych. Mróz,...

Dlaczego zaciskasz pięści przez sen? Twoje ciało próbuje ci coś powiedzieć

Wiesz, to dziwne uczucie, prawda? Budzisz się rano, przeciągasz...

Popularne Biznesy w Polsce – Przewodnik po Najczęściej Wyszukiwanych Lokalnych Przedsiębiorstwach

W dzisiejszych czasach polscy konsumenci aktywnie poszukują różnorodnych usług...

Odkrywając Lokalne Biznesy w Polsce – Przewodnik po Różnorodnych Usługach

W Polsce funkcjonuje wiele interesujących lokalnych biznesów, które oferują...