W dzisiejszym zabieganym świecie, gdzie praca wdziera się w każdy zakamarek naszego życia, a nawet podczas niedzielnego obiadu sprawdzamy służbowy email, prawdziwą sztuką staje się zatrzymanie się i celebrowanie czasu z ukochaną osobą. Czy pamiętasz, kiedy ostatnio spędziliście ze swoim partnerem czy partnerką weekend całkowicie poświęcony tylko sobie? Bez rodzinnych obiadków, wiszącego nad głową prania czy zaległych rachunków? Jeśli odpowiedź brzmi „hmm, daj mi chwilę pomyśleć…”, to znak, że czas zaplanować romantyczną ucieczkę tylko we dwoje!
Dlaczego potrzebujemy czasu tylko dla siebie?
Codzienność potrafi skutecznie zabić romantyzm nawet w najgorętszym związku. Sami dobrze wiemy, jak to wygląda – najpierw ekscytujące randki i motyle w brzuchu, a potem… cóż, potem jest już głównie zmywanie naczyń, wymiana opon na zimowe i dyskusje o tym, kto miał wyrzucić śmieci. Nie ma w tym nic dziwnego ani złego – tak właśnie wygląda życie. Ale właśnie dlatego potrzebujemy od czasu do czasu wyrwać się z tej rutyny.
Badania psychologów jednoznacznie wskazują, że pary, które regularnie spędzają czas tylko we dwoje, z dala od codziennych obowiązków, są szczęśliwsze i bardziej odporne na kryzysy. To nie jest rocket science – kiedy mamy przestrzeń, żeby się na nowo zobaczyć i usłyszeć, przypominamy sobie, dlaczego właściwie jesteśmy razem. A często okazuje się, że ten facet, który rano wkurzał nas swoim głośnym chrupaniem płatków, wieczorem przy lampce wina potrafi być całkiem czarującym gościem!
Jak zaplanować idealny weekend we dwoje (nawet przy ograniczonym budżecie)?
Zapomnij o tych wszystkich instagramowych wizjach weekendu na Malediwach czy w pięciogwiazdkowym hotelu w Paryżu. Na romantyczny reset wcale nie musisz wydawać fortuny ani lecieć na drugi koniec świata. Czasem najlepsze ucieczki są na wyciągnięcie ręki – i to dosłownie!
Mam znajomych, którzy wynajmują Airbnb… we własnym mieście! Brzmi dziwacznie? Może trochę. Ale działa jak cholera! Wyobraź sobie – jesteście w znajomej okolicy, ale bez brudnych skarpetek w koszu na pranie, bez dzieci dobijających się do drzwi łazienki i bez kota, który wskakuje wam do łóżka o piątej rano. Już sama zmiana scenerii potrafi zdziałać cuda.
Jeśli wolisz bardziej klasyczne rozwiązania, pomyśl o:
- Małych, urokliwych pensjonatach z dala od utartych szlaków
- Wynajęciu domku w lesie (te z kominkiem robią robotę!)
- Agroturystyce, gdzie przy okazji nauczycie się robić sery czy wypiekać chleb
- Miastach w odległości 1-3 godzin jazdy, które zawsze chcieliście zwiedzić, ale „nie było okazji”
Pamiętaj tylko o jednej zasadzie – odłóżcie telefony! Tak, wiem, że to trudne. Tak, wiem, że musisz sprawdzić maila. Nie, nie musisz. Naprawdę. Świat nie zawali się przez te dwa dni, a twój szef jakoś przeżyje bez twoich genialnych pomysłów do poniedziałku. Daj sobie i swojej drugiej połówce ten luksus bycia całkowicie obecnym.
Pakowanie bez stresu, czyli less is more
Kobiety, trzymajcie się – nie potrzebujecie trzech par butów na dwudniowy wyjazd! Faceci, wy też nie jesteście bez winy – po co wam laptop „na wszelki wypadek”? Serio! Pakowanie na romantyczny weekend powinno być proste jak konstrukcja cepa:
- Wygodne ciuchy na dzień
- Coś ładnego na wieczór (tak, panowie, mówię też do was!)
- Podstawowe kosmetyki
- Książka (papierowa, nie na Kindle!)
- Może jakaś gra planszowa albo karty
- I tak, dobra bielizna też się przyda – nie oszukujmy się
Całą resztę możecie kupić na miejscu albo – co bardziej prawdopodobne – wcale nie będzie wam potrzebna. Im mniej będziecie się przejmować rzeczami, tym więcej przestrzeni zostanie na rozmowy, śmiech i inne przyjemności.
Co robić podczas weekendu we dwoje?
Tu dochodzimy do sedna sprawy – bo nie chodzi o to, żeby zmienić kanapę w domu na kanapę w hotelu! Weekend we dwoje to okazja, żeby zrobić rzeczy, na które normalnie „nie ma czasu” albo które gdzieś po drodze zwyczajnie wypadły z waszej relacji.
Powrót do korzeni, czyli co was kiedyś kręciło?
Pamiętacie wasze pierwsze randki? Co wtedy robiliście? Dla jednych to były długie spacery i rozmowy do rana, dla innych wypady na koncerty czy maratony filmowe. Spróbujcie wrócić do tych aktywności! Często okazuje się, że nadal sprawiają nam frajdę, tylko gdzieś po drodze zgubiliśmy do nich drogę.
Z własnego doświadczenia powiem, że takie powroty do początków związku bywają zaskakująco odświeżające. Kiedyś na pierwszych randkach z moim obecnym mężem chodziliśmy na nocne spacery po mieście i wymyślaliśmy historie o mijanych domach i ich mieszkańcach. Kiedy po pięciu latach związku znowu to zrobiliśmy podczas weekendowego wypadu do Wrocławia, śmialiśmy się jak nastolatkowie i czułam te same motyle w brzuchu co na początku.
Nowe doświadczenia budują więź
Psychologowie twierdzą, i coś w tym jest, że przeżywanie nowych doświadczeń z partnerem wzmacnia więź między parą. Nie muszą to być od razu skoki na bungee (chyba że oboje lubicie adrenalinę – wtedy czemu nie!). Wystarczy:
- Warsztat garncarstwa, na którym ubrudzicie się gliną po łokcie
- Degustacja win, gdzie nauczycie się odróżniać tanią ciecz od „wina z nutą dębu i cynamonu”
- Wycieczka rowerowa po okolicy, której jeszcze nie znacie
- Nauka tańca – salsa czy tango potrafią rozpalić zmysły nie gorzej niż drogie afrodyzjaki!
Chodzi o to, żeby wyjść ze strefy komfortu i zobaczyć siebie nawzajem w nowych sytuacjach. Gwarantuję, że partner potrafiący śmiać się z własnej nieporadności na kursie tańca zyska w twoich oczach więcej punktów niż niejeden Casanova!
Weekendowa kuchnia, czyli przez żołądek do serca
Jedzenie to ważna część każdego udanego wyjazdu. I nie, nie mówię o stresującym gotowaniu pięciodaniowego posiłku w obcej kuchni. Przeciwnie – weekend we dwoje to idealny czas, żeby celebrować jedzenie bez napięcia związanego z codziennym „co dziś na obiad?”.
Możecie wyjść do restauracji, której nie mieliście okazji wypróbować, zamówić śniadanie do łóżka (to nigdy nie wychodzi z mody!) albo po prostu zrobić piknik w parku. Zamiast zwykłych kanapek, zaszalejcie trochę – ser pleśniowy, winogrona, bagietka i butelka wina potrafią zamienić zwykłe popołudnie w małe święto.
A jeśli lubicie gotować, zróbcie z tego zabawę – wybierzcie się na lokalny targ, kupcie składniki, których normalnie nie używacie i spróbujcie ugotować coś wspólnie. Nawet jeśli skończy się na zamawianiu pizzy, bo eksperyment kulinarny nie wyszedł – śmiechu będzie co niemiara!
Rozmowy, których się unikamy na co dzień
Weekend we dwoje to też idealny moment na te głębsze rozmowy, na które zwykle brakuje przestrzeni. Nie, nie mówię o dyskusjach w stylu „dlaczego znowu nie wyniosłeś śmieci” albo planowaniu remontu łazienki. Mówię o rozmowach o marzeniach, planach, o tym, co was kręci, czego się boicie, za czym tęsknicie.
Możecie zacząć od prostych pytań:
- Co byś zrobił, gdybyś wygrał milion złotych?
- Jaka była twoja najszczęśliwsza chwila w ostatnim roku?
- Gdybyś mógł spędzić rok w dowolnym miejscu na świecie, gdzie by to było?
- O czym marzysz, ale nigdy mi o tym nie mówiłeś?
Często okazuje się, że nawet po wielu latach związku możemy się o sobie dowiedzieć czegoś zaskakującego. Mój mąż dopiero po siedmiu latach wyznał mi, że zawsze chciał nauczyć się grać na saksofonie. Teraz bierze lekcje, a ja zastanawiam się, jak mogliśmy tyle lat rozmawiać o wszystkim, pomijając jego muzyczne fascynacje!
Powrót do rzeczywistości, czyli jak przedłużyć magię weekendu
Najgorszy moment każdego weekendu we dwoje? Powrót do rzeczywistości. Nagle znów trzeba myśleć o zakupach, praniu i poniedziałkowych spotkaniach. Ale jest kilka sposobów, żeby tę magię przedłużyć:
- Zróbcie sobie album ze zdjęciami z wyjazdu (tak, nawet jeśli to był tylko weekend 30 km od domu)
- Przynieście do domu drobną pamiątkę z miejsca, w którym byliście
- Ustalcie datę kolejnego wyjazdu – już samo planowanie następnego weekendu wprowadzi was w dobry nastrój
- Wprowadźcie mały rytuał, który będzie wam przypominał o wyjeździe – może specjalna herbata, którą piliście, albo piosenka, która kojarzy się wam z tym czasem
Pamiętajcie też, że nie każdy weekend dla dwojga musi wiązać się z wyjazdem. Czasem wystarczy wyłączyć telefony, odesłać dzieci do dziadków i zamknąć się we własnym mieszkaniu z dobrym jedzeniem i filmem. Liczy się intencja i obecność – stuprocentowa obecność, bez sprawdzania Instagrama czy myślenia o jutrzejszej prezentacji.
Bo ostatecznie weekend we dwoje to nie luksus – to inwestycja w wasz związek. A ta, jak żadna inna, naprawdę się opłaca. W końcu nawet najlepszy samochód potrzebuje od czasu do czasu przeglądu, prawda?
