Kiedy po raz pierwszy wylądowałam na lotnisku w Cancún, nie byłam gotowa na to, co mnie czeka. Półwysep Jukatan to mieszanka, która dosłownie zwala z nóg – z jednej strony karaibskie plaże jak z pocztówek, z drugiej tajemnicze miasta Majów ukryte w dżungli, a do tego jeszcze te wszystkie cenoty – podwodne jaskinie, w których kąpiel to przeżycie, którego nie da się zapomnieć. Po trzech tygodniach włóczęgi po tym kawałku Meksyku mogę śmiało powiedzieć: jak gdzieś jechać w tym życiu, to właśnie tam!
Chichén Itzá – majestat, który trzeba zobaczyć na własne oczy
Chichén Itzá to zdecydowanie najbardziej znana atrakcja Jukatanu i, nie czarujmy się, najbardziej oblegana przez turystów. Mimo to, byłoby grzechem tam nie pojechać. Kiedy pierwszy raz zobaczyłam piramidę El Castillo (zwaną też Świątynią Kukulkana), dosłownie odjęło mi mowę. Te wszystkie zdjęcia w internecie kompletnie nie oddają ogromu i majestatu tej budowli.
Pamiętam, jak przewodnik z dumą opowiadał nam o matematycznym geniuszu Majów – ta piramida ma dokładnie 365 stopni, co odpowiada liczbie dni w roku. A w czasie równonocy wiosennej i jesiennej słońce tworzy na niej efekt pełznącego węża! Niestety, nie udało mi się tego zobaczyć na żywo, ale podobno ludzie zjeżdżają się wtedy z całego świata.
Warto wiedzieć, że Chichén Itzá to nie tylko główna piramida – kompleks jest ogromny! Boisko do gry w pelotę (gdzie przegrani podobno tracili głowy, dosłownie!), Świątynia Wojowników, Obserwatorium Astronomiczne… Można tam spędzić cały dzień i ciągle odkrywać nowe zakamarki. Moja rada? Przyjedźcie wcześnie rano, zanim dotrą autokary z turystami z Cancún i zanim słońce zacznie prażyć – uwierzcie mi, upał potrafi dać w kość!
Tulum – gdzie starożytna cywilizacja spotyka Morze Karaibskie
Jeśli miałabym wybrać najpiękniej położone ruiny Majów na całym półwyspie, bez wahania wskazałabym Tulum. Wyobraźcie sobie: starożytne kamienne budowle górujące nad klifem, a pod nimi plaża z białym piaskiem i turkusowa woda Karaibów. Widok jak z filmowej pociechy!
Tulum to zdecydowanie mniejszy kompleks niż Chichén Itzá, ale ma swój niepowtarzalny urok. Kiedy wędrowałam między kamiennymi budowlami, zastanawiałam się, jak musiało wyglądać życie Majów w tym miejscu. Mieszkali przecież w luksusowym apartamentowcu z widokiem na morze – i to kilkaset lat temu!
Po zwiedzaniu ruin koniecznie zejdźcie na plażę pod nimi. Kąpiel w tym miejscu to prawdziwy rarytas – gdzie indziej możecie pływać mając za plecami starożytne miasto? Tylko pamiętajcie, żeby zabrać ze sobą ręcznik i strój kąpielowy, bo będziecie żałować, jeśli tej okazji nie wykorzystacie.
Sama miejscowość Tulum to obecnie modny kurort, pełen hipsterskich kawiarni, wegańskich restauracji i butikowych hoteli. Trochę jak Bali czy Canggu, tylko w meksykańskim wydaniu. Ceny niestety również są „zachodnie”, ale klimat rekompensuje wydatki.
Magiczne cenoty – podwodne królestwo Jukatanu
Jeśli miałabym wybrać coś, co naprawdę wyróżnia Półwysep Jukatan na tle innych miejsc, które odwiedziłam, byłyby to bez dwóch zdań cenoty. Te naturalne studnie i jaskinie wypełnione krystalicznie czystą wodą to coś, co trzeba zobaczyć na własne oczy, żeby uwierzyć.
Na całym półwyspie jest podobno ponad 6000 cenotów, ale tylko część z nich jest udostępniona do zwiedzania. Każdy ma swój niepowtarzalny charakter – jedne są otwarte i wyglądają jak naturalne baseny, inne są częściowo zadaszone, a jeszcze inne to kompletnie zamknięte jaskinie, gdzie pływa się w półmroku.
Gran Cenote – klasyk, który nie zawodzi
Gran Cenote niedaleko Tulum to jeden z najbardziej popularnych i nie bez powodu. Woda jest tak przejrzysta, że widać każdy kamyczek na dnie. Pływanie w maskach i rurkach (można je wypożyczyć na miejscu) pozwala zobaczyć podwodny świat pełen małych rybek i formacji skalnych.
Pamiętam, jak pierwszy raz tam weszłam – woda była znacznie chłodniejsza niż morze (stała temperatura około 23-25°C), ale po początkowym szoku było to niesamowicie odświeżające w tym meksykańskim upale. Tylko uważajcie na małe żółwie – są urocze, ale lepiej ich nie dotykać!
Cenote Suytun – instagramowa gwiazda
Jeśli śledzicie profile podróżnicze na Instagramie, pewnie widzieliście już zdjęcia z tego miejsca. Cenote Suytun słynie z kamiennej platformy, która prowadzi do środka jaskini, gdzie przez otwór w suficie wpada spektakularny promień światła. Efekt jest magiczny!
Szczerze mówiąc, spodziewałam się, że będzie to przereklamowane miejsce, ale rzeczywistość przeszła moje oczekiwania. Owszem, trzeba odstać swoje w kolejce, żeby zrobić sobie zdjęcie na tej platformie, ale wrażenia są warte każdej minuty czekania. Tylko przygotujcie się na to, że w rzeczywistości jest tam znacznie ciemniej niż na zdjęciach w social mediach – to nie Photoshop, tylko długi czas naświetlania!
Valladolid – autentyczny Meksyk z dala od turystycznych szlaków
Pomiędzy zwiedzaniem ruin i kąpielami w cenotach, warto zatrzymać się w jakimś autentycznym meksykańskim miasteczku. Moim faworytem jest zdecydowanie Valladolid – kolorowe, koloniale miasto, które jeszcze nie zostało zadeptane przez masową turystykę.
Centrum miasta to istna feeria barw – budynki w odcieniach żółci, różu, błękitu i zieleni tworzą niesamowitą scenografię. Główny plac (zócalo) tętni życiem, szczególnie wieczorami, gdy miejscowi wychodzą na spacery i przekąski. A propos jedzenia – to właśnie tu jadłam najlepsze cochinita pibil (tradycyjna potrawa z marynowanej wieprzowiny) w całym Meksyku!
Valladolid to również świetna baza wypadowa do zwiedzania okolicznych atrakcji. Chichén Itzá jest oddalone o zaledwie 40 minut jazdy, a w promieniu kilkunastu kilometrów znajduje się kilka mniej znanych, ale równie pięknych cenotów.
Praktyczne wskazówki na koniec
Na zakończenie mojej relacji, garść praktycznych porad, które mogą się przydać podczas planowania podróży na Jukatan:
Po pierwsze – wypożyczcie samochód! To naprawdę najlepsza opcja przemieszczania się po półwyspie. Drogi są całkiem dobre, a miejsca parkingowe przy głównych atrakcjach łatwo dostępne. Dzięki temu będziecie mogli zwiedzać we własnym tempie i dotrzeć do mniej znanych miejsc.
Po drugie – nie ograniczajcie się tylko do Cancún i Riviery Maya. Owszem, plaże są tam bajeczne, ale prawdziwy charakter regionu poznaje się w głębi lądu. Poza tym, im dalej od głównych kurortów, tym ceny są niższe.
Po trzecie – zabierzcie ze sobą środek przeciw komarom. Serio, te małe bestie potrafią zepsuć najlepsze wakacje. A także krem z filtrem – słońce na Jukatanie jest bezlitosne przez cały rok.
I najważniejsze – bądźcie otwarci na kontakty z miejscowymi. Meksykanie to jedni z najbardziej przyjaznych ludzi, jakich spotkałam w swoich podróżach. Nawet jeśli nie mówicie po hiszpańsku, uśmiech i kilka podstawowych zwrotów otworzą wam wiele drzwi.
Półwysep Jukatan to miejsce, do którego chce się wracać. Ja już planuję swoją drugą wizytę, bo mimo trzech tygodni na miejscu, wiem, że zostało jeszcze mnóstwo do odkrycia. Mam nadzieję, że moje doświadczenia pomogą wam zaplanować własną przygodę w tym magicznym zakątku Meksyku!
