Wyobraź sobie, że spędzasz w samolocie prawie dobę. Bez międzylądowań, bez możliwości rozprostowania nóg na innym lotnisku. Przed ekranem samolotowego systemu rozrywki zdążysz obejrzeć cały sezon serialu, przeczytać książkę i jeszcze zostanie ci czas na drzemkę. To nie science-fiction, a rzeczywistość współczesnego lotnictwa dalekiego zasięgu. Najdłuższe loty komercyjne na świecie to prawdziwe podniebne maratony, które przesuwają granice możliwości maszyn i ludzkiej wytrzymałości.
Początki lotów długodystansowych – od marzeń do pierwszych rekordów
Jeszcze sto lat temu pomysł przelecenia oceanu bez lądowania wydawał się szalony. Jednak historia lotnictwa to nieustanne przekraczanie tego, co niemożliwe. Pierwszy głośny wyczyn to legendarny lot Charlesa Lindbergha, który w 1927 roku jako pierwszy pokonał Atlantyk bez międzylądowania na jednoosobowym samolocie „Spirit of St. Louis”. Spędził w powietrzu „tylko” 33 godziny i 30 minut, pokonując trasę z Nowego Jorku do Paryża. W tamtych czasach było to coś niewyobrażalnego!
Później przyszła II wojna światowa, która paradoksalnie przyspieszyła rozwój lotnictwa. Konieczność transportowania ludzi i sprzętu na duże odległości zmusiła konstruktorów do projektowania maszyn o coraz większym zasięgu. Po wojnie, w latach 50. i 60., loty międzykontynentalne stały się coraz bardziej powszechne, choć nadal wymagały międzylądowań. Wyprawa z Europy do Australii? Spokojnie, minimum 5-6 przystanków po drodze i kilka dni podróży. Dziś ta sama trasa to maksymalnie kilkanaście godzin non-stop.
Era jumbo jetów i pierwsze komercyjne maratony powietrzne
Wszystko zmieniło się w 1970 roku, gdy do służby wszedł Boeing 747, zwany pieszczotliwie „Jumbo Jet”. Ta rewolucyjna maszyna pozwoliła liniom lotniczym na obsługiwanie dłuższych tras bez międzylądowań. Ale prawdziwy przełom w lotach długodystansowych nastąpił dopiero w latach 80. i 90. XX wieku.
W 1989 roku Qantas, narodowy przewoźnik Australii, wykonał pierwszy komercyjny lot non-stop na trasie Londyn-Sydney. Był to lot pokazowy Boeingiem 747-400, który pokonał dystans ponad 17 000 kilometrów w czasie 20 godzin i 9 minut. Co ciekawe, na pokładzie znajdowała się tylko załoga – żadnych pasażerów! Samolot został specjalnie zmodyfikowany – usunięto prawie wszystkie fotele, wyposażenie kabiny i zainstalowano dodatkowe zbiorniki paliwa. Jak się później okazało, po wylądowaniu w baku pozostało zaledwie 7 ton paliwa – wystarczająco na około 45 minut lotu. Mówi się, że piloci podczas tego lotu musieli nawet wykorzystywać techniki oszczędzania paliwa, takie jak „szybowanie” z wyłączonymi silnikami na niektórych odcinkach trasy!
Współczesne rekordy – kto trzyma palmę pierwszeństwa?
Dziś sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Od 2018 roku tytuł najdłuższego regularnego połączenia pasażerskiego na świecie należy do Singapore Airlines, które obsługuje trasę Singapur-Newark (obok Nowego Jorku) specjalnie zmodyfikowanym Airbusem A350-900ULR. Podróż trwa morderczych 18 godzin i 45 minut i pokonuje dystans około 15 344 kilometrów.
Mogłoby się wydawać, że taki lot to istna męczarnia, ale Singapore Airlines zrobiły wszystko, by złagodzić trudy podróży. Na pokładzie nie znajdziesz klasy ekonomicznej – tylko premium economy i biznes. Fotele rozkładają się do pozycji leżącej, menu zaprojektowane przez szefów kuchni ma przeciwdziałać jet-lagowi, a system rozrywki pokładowej oferuje setki filmów i programów. Niemniej jednak, jak mawia mój znajomy steward: „Po 15 godzinach nawet najwygodniejszy fotel staje się narzędziem tortur, a najbardziej cierpliwi pasażerowie zaczynają chodzić po ścianach”.
Walka o rekord trwa – linie prześcigają się w długości tras
Konkurencja nie śpi. Qantas w ramach tzw. projektu „Sunrise” testował bezpośrednie połączenia z Australii do Londynu i Nowego Jorku. W 2019 roku przeprowadził szereg lotów testowych, w tym rekordowy lot z Londynu do Sydney trwający 19 godzin i 19 minut. Na pokładzie znajdowali się tylko członkowie załogi, naukowcy i dziennikarze, którzy badali wpływ tak długiego lotu na organizm człowieka.
W planach jest wprowadzenie regularnych lotów na tych trasach około roku 2025. Qantas zamówił już specjalne samoloty Airbus A350-1000 dostosowane do takich ultramaratonów powietrznych. Jak żartują australijscy piloci: „To będzie wystarczająco długo, żeby obejrzeć wszystkie części 'Władcy Pierścieni’, a potem jeszcze całego 'Harry’ego Pottera’ – i zostanie czas na solidną drzemkę!”
Co dzieje się za kulisami najdłuższych lotów?
Ale najdłuższy lot to nie tylko wyzwanie dla pasażerów. To przede wszystkim ogromne przedsięwzięcie logistyczne i operacyjne. Zacznijmy od załogi – na takich trasach pracują zwykle dwie, a nawet trzy zmiany pilotów i personelu kabinowego. Za kokpitem znajdują się specjalne pomieszczenia z łóżkami, gdzie mogą odpocząć podczas wielogodzinnego lotu.
Na trasie Singapur-Newark samolot zużywa ponad 90 ton paliwa! To mniej więcej tyle, ile waży 15 dorosłych słoni. Planowanie takiego lotu to istna sztuka – meteorolodzy analizują prognozy wiatrów na wysokości przelotowej, by wybrać optymalną trasę. Czasem lepiej nadłożyć kilkaset kilometrów, lecąc dłuższą trasą, ale korzystając z silnych prądów strumieniowych, które mogą „popchnąć” samolot, oszczędzając paliwo.
Nie bez znaczenia jest też masa samolotu. Każdy dodatkowy kilogram to więcej spalonego paliwa. Dlatego linie lotnicze idą na różne sztuczki – od lżejszych wózków na napoje, przez cieńszy papier w magazynach pokładowych, po precyzyjne obliczanie ilości jedzenia i picia. Jak mawiają w branży: „Na pokładzie ultradługiego lotu każdy gram się liczy, nawet waga uśmiechu stewardessy”.
Przyszłość najdłuższych lotów – co nas jeszcze czeka?
Czy można latać jeszcze dalej? Teoretycznie tak. Współczesne samoloty pasażerskie są coraz bardziej efektywne paliwowo. Nowe modele, jak Boeing 777X czy Airbus A350-1000, mogą pokonywać coraz większe dystanse. Wyzwaniem przestaje być technologia, a staje się fizjologia człowieka.
Linie lotnicze intensywnie współpracują z naukowcami, badając, jak złagodzić skutki długotrwałego przebywania na dużych wysokościach w zamkniętej przestrzeni. Chodzi o minimalizowanie jet lagu, zapobieganie zakrzepom czy nawet opracowanie diety, która najlepiej sprawdzi się podczas ultramaratonów powietrznych.
Realnie rzecz biorąc, zbliżamy się do pewnego limitu. Lot trwający ponad 20 godzin byłby nie tylko koszmarnie męczący dla pasażerów, ale też nieopłacalny dla linii lotniczych. Ilość paliwa potrzebna do wykonania takiego lotu drastycznie ogranicza liczbę pasażerów i cargo, które samolot może zabrać.
Przyszłość może należeć do całkiem nowych technologii. Niektórzy producenci pracują nad powrotem do naddźwiękowych lotów pasażerskich. Firmy takie jak Boom Supersonic obiecują podróże dwa razy szybsze niż dzisiejsze samoloty odrzutowe. W takiej sytuacji lot z Londynu do Sydney mógłby trwać „tylko” 8-9 godzin.
Na koniec warto zadać sobie pytanie, czy te wszystkie rekordy mają sens? Może lepiej zrobić przerwę, rozprostować nogi na jakimś egzotycznym lotnisku podczas międzylądowania? Jak mówi stare lotnicze powiedzenie: „Lepiej przylecieć z opóźnieniem w tym życiu, niż na czas w następnym”. Jedno jest pewne – historia lotnictwa to nieustanne przesuwanie granic tego, co możliwe, i zapewne jeszcze nie raz będziemy świadkami bicia rekordów najdłuższych lotów świata.
