Większość turystów planujących wyprawę do Australii zaznacza na mapie Sydney, Melbourne czy Brisbane. Canberra? „A po co tam jechać? Przecież to tylko miasto urzędników” – usłyszysz nie raz. Spędziłem w stolicy Australii tydzień i przekonałem się, że to jedno z najbardziej niedocenianych miast Antypodów. Zapomnij o stereotypach – Canberra to nie tylko rządowe gmachy i parlamentarzyści w garniturach. To miasto z charakterem, które ma do zaoferowania znacznie więcej niż mogłoby się wydawać!
Canberra – stolica z przypadku czy przemyślany projekt?
Zacznijmy od małej lekcji historii, bo bez niej trudno zrozumieć fenomen Canberry. Nie uwierzycie, ale stolica Australii powstała właściwie z… zazdrości! Kiedy na początku XX wieku zastanawiano się, które miasto powinno zostać stolicą nowo powstałej federacji, Sydney i Melbourne tak zaciekle rywalizowały o ten tytuł, że ostatecznie zdecydowano się na kompromis – zbudowanie zupełnie nowego miasta pomiędzy tymi metropoliami!
Canberra to miasto od podstaw zaprojektowane jako stolica – coś jak nasza Warszawa? Nic z tych rzeczy! To bardziej jak australijska wersja Waszyngtonu – miasto stworzone specjalnie po to, by pełnić funkcję administracyjnego centrum kraju. W 1913 roku rozpisano międzynarodowy konkurs na projekt idealnego miasta, który wygrał amerykański architekt Walter Burley Griffin. Jego wizja? Nowoczesna metropolia harmonijnie wtopiona w naturalne otoczenie. I trzeba przyznać, że to się udało – Canberra jest dziś jednym z najbardziej zielonych miast świata, często nazywanym „miastem-ogrodem”.
Na pierwszy rzut oka Canberra może wydawać się dziwnie… pusta. Szerokie aleje, dużo przestrzeni, mało ludzi na ulicach. „Gdzie jest centrum?” – to pytanie, które zadaje sobie każdy przyjezdny. Prawda jest taka, że Canberra nie ma typowego centrum w europejskim stylu. Miasto zostało zaprojektowane wokół sztucznego jeziora Burley Griffin (nazwanego tak na cześć architekta), a poszczególne dzielnice rozmieszczono w sposób geometryczny. Przyznam szczerze – początkowo byłem lekko rozczarowany. Dopiero po kilku dniach odkryłem, że w tym szaleństwie jest metoda, a miasto ma swój niepowtarzalny klimat.
Parlamentarna wizytówka – czy warto tam zajrzeć?
No dobra, nie da się uciec od polityki w mieście, które jest sercem australijskiej demokracji. Budynek Parlamentu Australijskiego to obowiązkowy punkt na mapie każdego turysty. I wiecie co? Wcale nie jest nudny!
Nowy gmach parlamentu otwarto w 1988 roku i jest on prawdziwym architektonicznym majstersztykiem. Budynek częściowo wtopiono w wzgórze Capital Hill, a jego dach pokryto trawą, po której – i to mnie totalnie zaskoczyło – można spacerować! Widok z góry jest naprawdę przedni – widać stąd całe miasto i jego geometryczny układ. W środku czeka na nas sporo atrakcji: od galerii sztuki australijskiej, przez salę posiedzeń parlamentu, aż po historyczne dokumenty.
Co ciekawe, parlament jest otwarty dla zwiedzających i to za darmo. Można nawet wpaść na posiedzenie i posłuchać, jak australijscy politycy spierają się o losy kraju. Przyznam, że to ciekawe doświadczenie, nawet jeśli nie rozumie się wszystkich lokalnych odniesień. Czasem ktoś rzuci soczystym australijskim slangiem i nawet tłumacze mają problem!
Jeśli już jesteście w okolicy, rzućcie okiem na starą siedzibę parlamentu (Old Parliament House), która dziś służy jako muzeum. Tam dopiero można poczuć ducha historii! Czuć tu jeszcze zapach papierosów, które politycy palili na korytarzach (tak, kiedyś można było palić w parlamencie – szok i niedowierzanie).
Kulturalne serce Australii – muzea, których nie możesz pominąć
Canberra to prawdziwy raj dla miłośników muzeów i galerii. Mówię wam – potrzeba co najmniej trzech dni, żeby obejrzeć najważniejsze z nich, a i tak będzie to tylko przelot. Tutaj znajdują się najważniejsze instytucje kulturalne kraju i co najlepsze – większość z nich oferuje darmowy wstęp!
Australian War Memorial to miejsce, które naprawdę robi wrażenie. Połączenie muzeum wojennego z miejscem pamięci o poległych żołnierzach. Australijczycy podchodzą do swojej historii wojennej z olbrzymim szacunkiem, szczególnie do kampanii ANZAC podczas I wojny światowej. Ceremonię zamknięcia muzeum o zmierzchu polecam z całego serca – wzruszająca muzyka, opowieści o zwykłych ludziach na wojnie i atmosfera zadumy. Nie jestem specjalnie sentymentalny, ale miałem gęsią skórkę.
Miłośnicy sztuki koniecznie muszą zajrzeć do National Gallery of Australia. Znajdziecie tu największą kolekcję aborygeńskiej sztuki na świecie, a także dzieła takich mistrzów jak Picasso czy Monet. Szczególne wrażenie robi „Blue Poles” Jacksona Pollocka – obraz, którego zakup w latach 70. wywołał w Australii polityczną burzę z powodu wysokiej ceny. Dziś wart jest kilkadziesiąt razy więcej i jest dumą kolekcji.
Dla fanów historii naturalnej obowiązkowym przystankiem jest National Museum of Australia. To nie tylko eksponaty, ale też interaktywne wystawy opowiadające o geologicznej historii kontynentu, kulturze Aborygenów i europejskim osadnictwie. Budynek sam w sobie jest dziełem sztuki – zaprojektowany w kształcie poskręcanej wstążki symbolizującej splatające się wątki australijskiej historii.
Dla miłośników nauki i przyrody
Jeśli podróżujecie z dzieciakami (albo sami macie dziecięce zainteresowania, jak ja), koniecznie odwiedźcie Questacon – Narodowe Centrum Nauki i Technologii. To miejsce, gdzie można dosłownie dotknąć nauki! Interaktywne eksponaty, pokazy naukowe na żywo i symulator trzęsienia ziemi – gwarantuję, że spędzicie tu kilka godzin, nawet nie zauważając jak szybko leci czas.
Canberra to też sporo atrakcji przyrodniczych. Australian National Botanic Gardens to miejsce, gdzie można zobaczyć rośliny z całego kontynentu w jednym miejscu. Spacerując alejkami, można przejść przez kilka stref klimatycznych – od tropikalnej dżungli po pustynię. Często można też spotkać dziką przyrodę – kangury wylegujące się w cieniu czy kolorowe papugi przekrzykujące się w koronach drzew.
Jeśli macie ochotę na dłuższy spacer, wybierzcie się na Black Mountain, skąd rozpościera się fantastyczny widok na miasto. Na szczycie znajduje się wieża telekomunikacyjna Telstra Tower z platformą widokową. Widoczek pierwsza klasa – szczególnie o zachodzie słońca, kiedy jezioro Burley Griffin mieni się złotymi refleksami.
Lokalne smaki – gdzie dobrze zjeść w Canberze?
Australia to tygiel kultur i to widać także w kuchni. W Canberze znajdziecie restauracje serwujące dania z niemal każdego zakątka świata. Moim osobistym odkryciem była dzielnica Manuka – pełna przytulnych kawiarni i restauracji, gdzie można złapać oddech po intensywnym zwiedzaniu.
Koniecznie zajrzyjcie na lokalny targ – Fyshwick Fresh Food Market. Świeże owoce, warzywa, pieczywo, sery i wina prosto od lokalnych producentów. Idealne miejsce, żeby kupić produkty na piknik nad jeziorem. A skoro mowa o winie…
Okolice Canberry to uznany region winiarski. W promieniu 35 minut jazdy od centrum znajdziecie kilkanaście winnic, które chętnie zapraszają na degustacje. Szczególnie polecam mniejsze, rodzinne winnice, gdzie często sam właściciel opowiada o swojej pasji. Tutejsze chłodniejsze klimaty sprzyjają produkcji wyśmienitych Rieslingów i Pinot Noir.
Praktyczne wskazówki – jak się poruszać i gdzie nocować
Canberra jest miastem rozproszonym i, nie ma co ukrywać, bez samochodu będzie ciężko. Komunikacja publiczna istnieje, ale autobusy nie jeżdżą zbyt często, szczególnie w weekendy. Jeśli nie planujecie wynajmować auta, najlepiej zatrzymać się blisko centrum, w okolicach Civic.
Noclegów jest sporo – od przystępnych cenowo hosteli, przez apartamenty na wynajem, aż po luksusowe hotele. Osobiście polecam okolice Kingston i Manuka – przyjemne, gwarne dzielnice z dobrym dostępem do restauracji i sklepów.
Najlepszy czas na odwiedziny? Wiosna (wrzesień-listopad) i jesień (marzec-maj) są najbardziej urokliwe. Wiosną miasto tonie w kwiatach podczas festiwalu Floriade, a jesienią liście zmieniają kolory, tworząc spektakularne scenerie. Lato potrafi być upalne i suche, a zimą temperatura spada czasem poniżej zera – Canberra leży jednak na wysokości 570 m n.p.m.
Podsumowanie – czy warto odwiedzić Canberrę?
Po tygodniu spędzonym w australijskiej stolicy mogę śmiało powiedzieć – Canberra to niedoceniana perełka! Miasto ma swoją tożsamość, którą trudno porównać z innymi australijskimi metropoliami. Nie jest to miejsce tętniące życiem jak Sydney czy Melbourne, ale oferuje coś innego – przestrzeń, spokój i niezwykłe bogactwo kulturalne.
Jeśli planujecie dłuższą wyprawę po Australii, warto wygospodarować 2-3 dni na stolicę. To nie tylko lekcja historii, polityki i architektury, ale też okazja do zobaczenia innej twarzy tego fascynującego kraju. Canberra może nie pokona Sydney operą czy Melbourne lanami, ale ma swój własny, niepowtarzalny charakter. A co najważniejsze – jest prawdziwa, bez sztucznego blichtru typowego dla turystycznych metropolii.
Więc jeśli ktoś wam powie, że Canberra jest nudna – nie wierzcie ani przez chwilę. To miasto dla tych, którzy lubią odkrywać miejsca poza utartym szlakiem. I wiecie co? Jestem pewien, że was nie zawiedzie!
