Gdy za oknem szaruga, śnieg z deszczem i temperatury na minusie, myśl o wylegiwaniu się na plaży nabiera szczególnego uroku. Grudzień to doskonały moment, by zaplanować wakacyjną ucieczkę od zimowej chandry. Właśnie wtedy, gdy większość z nas kuli się pod kocem z kubkiem gorącej herbaty, są miejsca na świecie, gdzie słońce praży, a ocean kusi błękitną wodą. Sprawdź, gdzie warto polecieć na zimowe wakacje, żeby naładować baterie słoneczną energią!
Dominikana – karaibski raj dla zmarzluchów
Gdybym miał wskazać jedno miejsce idealne na grudniową ucieczkę od zimna, bez wahania postawiłbym na Dominikanę. Ten karaibski kraj to prawdziwy wakacyjny pewniak, zwłaszcza dla osób, które nie wyobrażają sobie wypoczynku bez plaży i palmy. Grudzień to początek sezonu, więc pogoda spełnia wszystkie marzenia – średnio 28-30°C w ciągu dnia i brak dokuczliwych deszczów, które potrafią dać się we znaki w innych miesiącach.
Dominikana ma w zanadrzu coś, czego nie znajdziemy nigdzie indziej – niesamowitą mieszankę kultur karaibskiej, hiszpańskiej i afrykańskiej. Ta mieszanka widoczna jest w każdym aspekcie – od kuchni (koniecznie spróbujcie „la bandera” – narodowe danie z ryżu, fasoli i mięsa), przez muzykę (bachata i merengue to rytmy, którymi żyje cały kraj), po niesamowicie żywiołowy styl życia mieszkańców.
Najpopularniejsze kurorty znajdziemy w Punta Cana i Puerto Plata – to tam czekają na nas najlepsze hotele typu all inclusive. A jeśli mamy dość wylegiwania się na plaży? Można wybrać się na wycieczkę do stolicy – Santo Domingo, gdzie kolonialny klimat miesza się z karaibskim luzem. Albo wypłynąć na Saonę – rajską wyspę, która wygląda dokładnie tak, jak na folderach reklamowych – biały piasek, turkusowa woda i palmy pochylające się nad brzegiem.
Ceny? Nie będę ściemniał – tanio nie jest. Za tygodniowy wyjazd all inclusive z przelotem trzeba wyłożyć od 5 do nawet 10 tysięcy złotych za osobę, w zależności od standardu hotelu. Ale jeśli złapiecie jakąś promocję last minute w listopadzie, możecie zaoszczędzić nawet 30-40% regularnej ceny.
Tajlandia – egzotyka w przystępnej cenie
Tajlandia to kierunek, który od lat nie wychodzi z mody, a grudzień to absolutnie najlepszy czas, by tam polecieć. Skończyły się już monsunowe deszcze, a upały nie są jeszcze tak zabójcze jak w marcu czy kwietniu. W grudniu możemy liczyć na stabilne 30-32°C, bezchmurne niebo i łagodny wiatr od morza. Czego chcieć więcej?
Co najbardziej kręci w Tajlandii? Możliwość łączenia plażowania z odkrywaniem kompletnie innej kultury. W jeden dzień możemy wylegiwać się na rajskiej plaży w Krabi czy na Phuket, by następnego dnia zwiedzać buddyjskie świątynie w Bangkoku lub buszować po lokalnych bazarach pełnych niesamowitych zapachów, kolorów i smaków.
Tajskie jedzenie to osobny rozdział – ostry green curry, aromatyczna zupa tom yum, świeże owoce morza, które jeszcze rano pływały w oceanie. Wszystko doprawione do granic możliwości trawnych – chili, trawa cytrynowa, imbir, kolendra sprawiają, że kubki smakowe dostają istnego kopa.
Tajlandia ma jeszcze jeden atut – jest relatywnie tania na miejscu. Za obiad w lokalnej knajpce zapłacimy równowartość 10-15 zł, a nocleg w przyzwoitym hotelu to koszt od 100 zł za noc. Przelot jest już większym wydatkiem, ale i tak cały wyjazd może zamknąć się w kwocie 5-6 tysięcy złotych za dwie osoby na 10 dni. Czyli mniej więcej tyle, ile kosztuje tydzień w Dominikanie.
Z własnego doświadczenia radzę jednak nie siedzieć cały czas w jednym miejscu. Tajlandia to kraj, który najlepiej zwiedzać, przemieszczając się z miejsca na miejsce. Tydzień na południu (np. na wyspie Koh Samui lub Koh Phangan) i kilka dni w Bangkoku to minimum, by choć trochę poczuć ten kraj.
Wyspy Kanaryjskie – Afryka na europejskich zasadach
Nie każdy ma czas lub budżet na dalekie podróże. Na szczęście Europa ma swój własny kawałek tropiku – Wyspy Kanaryjskie. Te należące do Hiszpanii wysepki leżą tuż przy wybrzeżu Afryki i oferują najlepszą pogodę w Europie przez cały rok. W grudniu termometry pokazują tu 22-24°C, a ocean utrzymuje przyjemne 20°C – jest więc cieplej niż latem nad Bałtykiem!
Największą zaletą Wysp Kanaryjskich jest ich różnorodność. Każda wyspa ma swój własny charakter. Teneryfa to idealne połączenie gór (z wulkanem Teide na czele) i plaż. Gran Canaria słynie z piaszczystych wydm w Maspalomas. Lanzarote zachwyca księżycowym krajobrazem stworzonym przez wulkany. Fuerteventura to raj dla surferów, a La Palma dla miłośników dzikiej przyrody.
Co istotne – lecimy raptem 5 godzin z Polski, nie musimy się martwić o wizę czy szczepienia, płacimy eurowalutą i mamy europejskie standardy usług. To naprawdę bezstresowy kierunek, a jednocześnie oferujący sporo egzotyki.
Moim ulubionym miejscem jest północna część Teneryfy, gdzie można wynająć apartament w Puerto de la Cruz za jakieś 200 euro tygodniowo, wypożyczyć samochód za 150 euro i zwiedzać wyspę na własną rękę. W grudniu nie ma tłumów, ceny są niższe niż w sezonie, a restauracje kuszą świeżymi owocami morza i lokalnym winem. Wyjazd na Kanary w opcji „na własną rękę” to wydatek rzędu 3-4 tysięcy złotych za dwie osoby na tydzień.
Zjednoczone Emiraty Arabskie – luksus na pustyni
Jeśli ktoś marzy o wakacjach z wyższej półki, gdzie słońce świeci 365 dni w roku, a hotele przebijają się na wyścigi w poziomie luksusu, ZEA to kierunek w sam raz. Dubaj i Abu Dhabi w grudniu to gwarancja pogody – stabilne 25-28°C, zero opadów i minimum wilgotności.
W Emiratach wszystko jest naj – najwyższy budynek świata (Burj Khalifa), największe centrum handlowe (Dubai Mall), najbardziej luksusowy hotel (Burj Al Arab) i najbardziej szalone atrakcje (narciarskie stoki w środku pustyni, podwodne restauracje, złote automaty vendingowe). Ten kraj to istne Disneyland dla dorosłych, gdzie granicą jest tylko zasobność portfela.
Grudniowe wakacje w ZEA to nie tylko plażowanie (choć plaże są tu naprawdę świetne), ale też zakupy przed świętami. Wyprzedaże w dubajskich mallach potrafią być naprawdę kuszące. Do tego możemy dorzucić wycieczki na pustynię (safari jeepami to obowiązkowy punkt programu), rejsy jachtem po zatoce czy wizyty w parkach rozrywki – od Ferrari World po Aquaventure.
Emiraty to kierunek, gdzie warto poszaleć z budżetem, ale można też znaleźć rozsądne opcje. Tygodniowy pobyt w dobrym hotelu 4* z przelotem to koszt od 4000 zł za osobę. Oczywiście nieba (czy raczej penthouse’u w Burj Khalifa) granicą – jeśli ktoś chce, może wydać i 20 tysięcy za kilka dni.
Warto pamiętać, że w Emiratach obowiązują pewne zasady – mimo że to bardzo liberalny kraj jak na Bliski Wschód, nadal obowiązują tam pewne ograniczenia dotyczące stroju czy zachowania w miejscach publicznych. Alkohol dostępny jest głównie w hotelach, a zbyt wylewne okazywanie uczuć w miejscach publicznych może spotkać się z dezaprobatą.
Meksyk – od plaż Jukatanu po starożytne piramidy
Na koniec zostawiłem miejsce, które skradło moje serce – Meksyk. Ten ogromny kraj oferuje wszystko, czego dusza zapragnie – od karaibskich plaż Riviera Maya, przez kolonialną architekturę Méridy, po tajemnicze piramidy Majów. Grudzień to początek sezonu suchego, więc pogoda jest idealna – 28-30°C, ocean ciepły jak zupa i praktycznie zero deszczu.
Najpopularniejszym regionem na zimowy wypoczynek jest półwysep Jukatan z takimi kurortami jak Cancún, Playa del Carmen czy Tulum. To tam znajdziemy najbardziej luksusowe hotele all inclusive, najpiękniejsze plaże i najlepszą infrastrukturę turystyczną. Ale Meksyk to znacznie więcej niż tylko wylegiwanie się na plaży.
Będąc na Jukatanie, grzechem byłoby nie odwiedzić przynajmniej jednego stanowiska archeologicznego – Chichen Itza, Tulum czy Coba to miejsca, gdzie historia starożytnych Majów ożywa na naszych oczach. Do tego można dodać kąpiele w cenotes – naturalnych studniach krasowych o krystalicznie czystej wodzie, gdzie można pływać wśród stalaktytów.
Meksykańska kuchnia to osobny powód, dla którego warto tam polecieć. Zapomnijcie o tex-mex znanym z polskich restauracji. Prawdziwe taco al pastor, świeża guacamole robiona przy stoliku, ostra salsa habanero czy quesadillas z serem Oaxaca – to zupełnie inny poziom kulinarnych doznań.
Ceny w Meksyku są porównywalne do tych w Dominikanie – za tygodniowy pobyt all inclusive trzeba wyłożyć od 6 tysięcy złotych za osobę. Ale jeśli zdecydujemy się na zwiedzanie na własną rękę, możemy sporo zaoszczędzić – hotele poza głównymi kurortami są znacznie tańsze, podobnie jak jedzenie w lokalnych restauracjach.
Jedno jest pewne – grudniowe wakacje w ciepłych krajach to najlepszy prezent, jaki możemy sobie sprawić przed świętami. Zamiast kolejnego szalonego tygodnia przedświątecznych zakupów w zatłoczonych galeriach handlowych, możemy relaksować się na plaży z drinkiem z palemką. A opaloną twarzą i naładowanymi bateriami zaskoczyć rodzinę przy wigilijnym stole. Czego chcieć więcej?
