Gruzja to kraj, który w ostatnich latach skradł serca polskich turystów. I trudno się dziwić – za śmieszne pieniądze można tam doświadczyć czegoś, co wielu określa jako „życiową podróż”. Wielokrotnie wracałam do tego niewielkiego kaukaskiego kraju, a za każdym razem jego góry robiły na mnie jeszcze większe wrażenie. W Gruzji Kaukaz pokazuje swoje najpiękniejsze oblicze – surowe, dzikie, ale jednocześnie niesamowicie gościnne. Jeśli zastanawiasz się, gdzie warto pojechać, by doświadczyć prawdziwej górskiej magii – oto przewodnik po najpiękniejszych zakątkach gruzińskiego Kaukazu!
Kazbegi – wizytówka gruzińskich gór
Zacznijmy od miejsca, które jest absolutnym must-see dla każdego, kto przyjeżdża do Gruzji. Region Kazbegi (obecnie oficjalnie nazywany Stepancminda) to prawdziwa perełka północnej części kraju. Dominuje nad nim majestatyczny szczyt – Kazbek (5047 m n.p.m.), który według gruzińskich legend był miejscem, do którego przykuty został Prometeusz. I nie ma co się dziwić – trudno o bardziej imponującą „karę” niż możliwość podziwiania tych widoków przez całą wieczność!
Najsłynniejszym punktem regionu jest bez wątpienia kościół Cminda Sameba (Kościół Świętej Trójcy), malowniczo położony na wzgórzu, z bajecznym widokiem na Kazbek. Nie ma chyba bardziej instagramowego miejsca w całej Gruzji! Dojazd do Kazbegi zajmuje około 3 godzin z Tbilisi słynną Gruzińską Drogą Wojenną, której sama przejażdżka jest już atrakcją – serpentyny, przełęcze i spektakularne widoki sprawiają, że co chwilę będziesz krzyczeć „STÓJ, muszę zrobić zdjęcie!”. Uwierz mi, byłam tam z pięć razy i zawsze reakcja jest taka sama.
Warto zostać w Kazbegi przynajmniej na 2-3 dni. To wystarczy, by wspiąć się do Cminda Sameba (to łatwy, 2-3 godzinny trekking), zrobić wycieczkę do Doliny Truso z jej mineralnymi źródłami czy odwiedzić wodospad Gveleti. Co ciekawe, w ostatnich latach w okolicy wyrosło sporo całkiem niezłych hoteli, więc nie trzeba już spać „na parterze” u gruzińskiej babuszki (choć to też ma swój urok!).
Swanetia – tam, gdzie czas się zatrzymał
Jeśli ktoś zapyta mnie o najbardziej magiczne miejsce w Gruzji, bez wahania odpowiem: Swanetia. Ten wysokogórski region w północno-zachodniej części kraju to istny skarb, a jego serce – miejscowość Mestia – jest bazą wypadową do najpiękniejszych trekkingów w okolicy.
Co wyróżnia Swanetię? Przede wszystkim charakterystyczne kamienne wieże obronne (niektóre mają nawet 1200 lat!), które rozrzucone są po całym regionie. Dodajmy do tego malownicze wioski zawieszone na zboczach gór, spektakularne widoki na lodowce i szczyt Ushba (4710 m n.p.m.) nazywany „gruzińskim Matterhornem”, a otrzymamy miejsce, które dosłownie zapiera dech w piersiach.
Najbardziej znanym trekkingiem w regionie jest czterodniowa trasa z Mestii do Ushguli – najwyżej położonej stale zamieszkałej wioski w Europie (2200 m n.p.m.). Brzmi hardcore’owo? Spokojnie! Trasa nie jest szczególnie trudna technicznie, a po drodze można nocować w lokalnych guest house’ach, więc nie trzeba dźwigać namiotu i całego sprzętu biwakowego. Wystarczą dobre buty, plecak i chęć poznania prawdziwej, nieturystycznej Gruzji.
Co jest najfajniejsze w Swanetii? To, że mimo rosnącej popularności, region wciąż zachował swoją autentyczność. Lokalni Swanowie mają własny język, tradycje i obyczaje. Kiedy wieczorem siedzisz przy stole z gospodarzami, pijesz domowe wino i jesz chaczapuri, czujesz, że doświadczasz czegoś wyjątkowego. I to jest właśnie to coś, dla czego warto się tam przebić – bo droga do Mestii nie należy do najprostszych, zwłaszcza zimą, gdy śniegu nawala po pachy!
Uszguli – wioska na końcu świata
Wspomniałam już o Ushguli, ale to miejsce zasługuje na osobny akapit. Ta malutka wioska składająca się z czterech mniejszych osad jest wpisana na listę UNESCO i słynie z największego zagęszczenia średniowiecznych wież obronnych. Dojazd tam to prawdziwa przygoda – 45 kilometrów wyboistej drogi z Mestii, którą pokonuje się przez około 2-3 godziny (i lepiej wynająć do tego lokalnego kierowcę z napędem na 4 koła!).
Pierwsze wrażenie? „Gdzie ja, do cholery, trafiłam?!”. Krowy spacerujące po błotnistych uliczkach, kamienne domki, wieże wyglądające jak z „Gry o Tron” i majestatyczny lodowiec Szchara w tle. To miejsce jest tak surrealistyczne, że wydaje się wyjęte z innej epoki. I w zasadzie tak jest – życie toczy się tu według własnych reguł, z dala od zgiełku cywilizacji.
Jeśli masz ochotę na prawdziwą przygodę, zostań w Ushguli na noc. Kiedy tłumy jednodniowych turystów odjadą, wioska pokazuje swoje prawdziwe oblicze. Lokalne babcie zaproszą cię na czaczę (gruzińska wódka z winogron, która kopie jak mało co!), a widok gwiazd nad kaukaskimi szczytami zostanie w twojej pamięci na zawsze.
Tuszeti – dzika strona Gruzji
Jeśli Swanetia wydaje ci się zbyt „mainstreamowa”, to Tuszeti będzie strzałem w dziesiątkę. Ten odległy region we wschodniej części gruzińskiego Kaukazu jest dostępny zaledwie przez 4-5 miesięcy w roku (zwykle od czerwca do września). Dlaczego? Bo droga prowadząca tam przez przełęcz Abano (2826 m n.p.m.) jest uznawana za jedną z najniebezpieczniejszych na świecie – wąska, stroma, bez barierek, z przepaścią po jednej stronie. Brzmi jak wyzwanie? I słusznie!
Ale te, którzy odważą się podjąć to wyzwanie, czeka prawdziwa nagroda. Tuszeti to kraina, w której czas płynie inaczej. Drewniane domy z kamiennymi fundamentami, stare wieże strażnicze, łąki pełne kwiatów i odległe szczyty tworzą krajobraz jak z baśni. Główna osada regionu, Omalo, jest bazą wypadową do trekkingów w okoliczne doliny.
Co wyróżnia Tuszeti? Przede wszystkim autentyczność. Tutaj nie ma hoteli-sieciówek, restauracji z menu w 10 językach czy sklepów z pamiątkami. Są za to prawdziwi pasterze, którzy latem wypasają owce na wysokogórskich łąkach, lokalne festiwale, podczas których można zobaczyć tradycyjne tańce i rytuały, oraz niesamowita gościnność mieszkańców.
Moja rada? Zaplanuj w Tuszeti przynajmniej tydzień. Zrób trekking do wioski Dartlo (jednej z najpiękniejszych w regionie), spróbuj lokalnych serów (zwłaszcza guda – dojrzewającego w worku z owczej skóry), i po prostu daj się ponieść rytmowi tego miejsca. I nie zapomnij zabrać gotówki – terminali płatniczych tu nie uświadczysz, a najbliższy bankomat jest… cóż, po drugiej stronie przełęczy.
Praktyczne wskazówki dla górołazów w Gruzji
Na koniec kilka rad, które przydadzą się każdemu, kto planuje górską przygodę w Gruzji:
1. Kiedy jechać? Najlepszy czas to okres od czerwca do września. Wtedy wszystkie przełęcze są otwarte, a pogoda sprzyja trekkingom. Osobiście najbardziej lubię wrzesień – mniej turystów, przyjemne temperatury i piękne kolory.
2. Jak się przygotować? Nawet łatwe szlaki w Gruzji potrafią zaskoczyć. Zabierz dobre buty trekkingowe, ubrania „na cebulkę” (w górach pogoda zmienia się błyskawicznie), krem z filtrem i podstawową apteczkę. I najważniejsze – nie zapomnij powerbanku, bo będziesz robić milion zdjęć!
3. Lokalne jedzenie to paliwo dla górskich wędrówek. Chinkali (pierogi z rosołem w środku), chaczapuri (serowy placek) i ostri (pikantne danie z mięsem) doskonale uzupełniają kalorie spalone na szlaku. A wieczorem? Obowiązkowo kieliszek wina – Gruzini produkują je od 8000 lat i naprawdę znają się na rzeczy!
4. Transport? Do głównych baz wypadowych (Kazbegi, Mestia) dojedziesz marszrutką z Tbilisi. To tani i autentyczny sposób podróżowania. Jeśli wolisz wygodę – wynajmij samochód, ale uważaj na gruzińskich kierowców. Oni mają swoje zasady na drodze, a właściwie… brak zasad!
Gruzińskie góry to miejsce, gdzie można naprawdę odetchnąć, zresetować głowę i przypomnieć sobie, co w życiu jest ważne. Kiedy siedzisz wieczorem na werandzie lokalnego guest house’u, z widokiem na kaukaskie szczyty, z kieliszkiem domowego wina w ręku, wszystkie problemy wydają się nagle mniej istotne. I to właśnie dlatego wracam tam regularnie – by łapać ten oddech, tę perspektywę. I tobie też szczerze polecam!
