Czasem najlepsze przygody czekają tuż za rogiem. Mieszkając w Trójmieście, mamy niesamowite szczęście – zaledwie kilkadziesiąt minut jazdy od miejskiego zgiełku rozciągają się malownicze Kaszuby, region pełen jezior, wzgórz i fascynujących tradycji. Nie trzeba brać urlopu ani planować z wyprzedzeniem – wystarczy wolna sobota i chęć odkrywania. Z tej serii dowiecie się, jak zorganizować jednodniową wycieczkę, która pozwoli złapać oddech i zobaczyć najciekawsze zakątki tego wyjątkowego regionu. W pierwszej części skupimy się na północnych Kaszubach – tych najbliższych Trójmiastu, idealnych na krótki wypad.
Na początek – co to właściwie są te Kaszuby?
Zanim ruszymy w drogę, warto wiedzieć, dokąd właściwie jedziemy. Kaszuby to nie tylko region geograficzny, ale przede wszystkim kraina kulturowa, gdzie do dziś żywa jest tradycja, język i tożsamość kaszubska. Formalnie rzecz biorąc, Kaszuby należą administracyjnie do województwa pomorskiego, ale dla Kaszubów to województwo należy do ich krainy, a nie odwrotnie!
Region rozciąga się na południowy zachód od Trójmiasta, obejmując takie miasta jak Kartuzy, Kościerzyna czy Bytów. Charakterystyczne dla krajobrazu kaszubskiego są liczne jeziora, wzgórza morenowe porośnięte lasami i malownicze wioski. Na Kaszubach mówiło się kiedyś, że „nie ma Kaszub bez Polonii, a bez Kaszub Polski” – i coś w tym jest. To region o silnym poczuciu odrębności, ale jednocześnie głęboko osadzony w polskiej historii.
Język kaszubski (uznawany oficjalnie za język regionalny) usłyszycie na dwujęzycznych tablicach, w lokalnym radiu, a czasem również w rozmowach miejscowych. Nawet jeśli nie znacie ani słowa po kaszubsku, warto wyłapać charakterystyczne zwroty jak „jo” (tak) czy „të jes knôp” (jesteś chłopcem).
Kiedy jechać? Najlepiej w tygodniu!
Jeśli macie taką możliwość, wyruszcie w dzień powszedni. Różnica między sobotnim tłumem a wtorkową ciszą potrafi być ogromna. Sam wielokrotnie przekonałem się, że te same miejsca, które w weekend były oblężone przez turystów, w środku tygodnia oferują ciszę i spokój, których tak szukamy, uciekając z miasta.
Co do pory roku – każda ma swój urok. Wiosna zachwyca budzącą się przyrodą, lato kusi możliwością kąpieli w jeziorach, jesień maluje lasy w niesamowite kolory, a zima oferuje widoki jak z baśni. Osobiście najbardziej lubię Kaszuby w drugiej połowie września – turyści już wyjechali, a pogoda często jeszcze duje.
Jedna praktyczna uwaga: sprawdźcie prognozę przed wyjazdem. Kaszuby mają swój mikroklimat i bywa, że pada tam, gdy w Trójmieście świeci słońce. Zresztą miejscowi żartują, że na Kaszubach są tylko dwie pory roku: krótkie lato i długa zima. Coś w tym jest, więc nawet latem wrzućcie do plecaka coś przeciwdeszczowego. Na wszelki wypadek.
Jak się przemieszczać po Kaszubach?
Nie czarujmy się – samochód to najwygodniejsza opcja. Komunikacja publiczna na Kaszubach istnieje, ale nie jest tak rozwinięta jak w wielkiej aglomeracji, a niektóre z najbardziej urokliwych miejsc są po prostu poza zasięgiem autobusów. Jeśli nie macie własnych czterech kółek, rozważcie wypożyczenie auta na dzień.
Dla zapaleńców jest jeszcze opcja rowerowa – sieć tras rowerowych na Kaszubach jest całkiem niezła, a przejażdżka wśród tych krajobrazów to prawdziwa przyjemność. Pamiętajcie tylko, że kaszubskie wzgórza potrafią dać w kość nawet doświadczonym cyklistom! Sam kiedyś przeceniłem swoje siły i zaplanowałem 60-kilometrową trasę. Uwierzcie – ostatnie 15 km to była jazda na pure ambicji i kawowych cukierkach.
Jeśli jednak upieracie się przy komunikacji publicznej, najlepiej skupić się na większych miejscowościach. Z Gdańska regularnie kursują pociągi do Kartuz i Kościerzyny, a stamtąd możecie łapać lokalne busy do mniejszych miejscowości. Tylko sprawdźcie rozkład powrotów, żeby nie zostać na przystanku do północy!
Kartuzy – serce Kaszub na wyciągnięcie ręki
Nasza jednodniowa trasa zaczyna się w Kartuzach, nazywanych często „stolicą Kaszub”, choć miejscowi potrafią się o ten tytuł sprzeczać. Z Trójmiasta to zaledwie 30-40 minut jazdy samochodem, a dla tych bez auta – około godziny pociągiem z Gdańska.
Pierwsze kroki warto skierować na rynek. Niby zwyczajny, małomiasteczkowy, a jednak ma swój urok. Szczególnie gdy złapiecie moment bez tłumów turystów i możecie w spokoju wypić kawę, obserwując codzienne życie miasteczka. Mała rada – na kawę nie idźcie do pierwszej napotkanej kawiarni przy rynku, tylko zapuśćcie się w boczną uliczkę, gdzie znajdziecie „Kawenkę u Emy”. Ich sernik zakręci wam w głowie, a kawa jest parzona z prawdziwą miłością.
Główną atrakcją Kartuz jest XIV-wieczna kolegiata, dawniej kościół kartuzów (stąd nazwa miasta). Jej dach przypomina wieko trumny – niecodzienny widok nawet dla osoby, która widziała już niejedno. To nawiązanie do zakonnego zawołania „memento mori” (pamiętaj o śmierci). Trochę makabra, ale za to jaki klimat! Wewnątrz znajduje się sporo zabytkowych elementów, w tym rzeźbiona lawa z XVII wieku i stalle z niesamowitymi malowidłami.
Po zwiedzaniu kolegiaty warto zajrzeć do Muzeum Kaszubskiego. Nie jest duże, ale daje dobry ogląd kaszubskiej kultury. Znajdziecie tam tradycyjne stroje, meble, sprzęty gospodarstwa domowego i przykłady kaszubskiego rękodzieła, w tym słynnej ceramiki i haftów. Jeśli macie szczęście trafić na panią Teresę (jedną z przewodniczek), koniecznie pytajcie – ta kobieta wie o Kaszubach wszystko i z pasją dzieli się swoją wiedzą.
Jeziora, jeziora i jeszcze raz jeziora
Po Kartuzach czas ruszyć na łono natury, a właściwie nad wodę. Okolice miasta to część tzw. Szwajcarii Kaszubskiej – krainy pagórków i jezior, której sama nazwa obiecuje widoki zapierające dech w piersiach. I nie zawodzi!
Zacznijcie od krótkiego przystanku nad jeziorem Klasztornym, które znajdziecie tuż przy wyjeździe z Kartuz. Jest malowniczo położone, ze ścieżką wokół, więc możecie zrobić krótki spacer z widokiem na taflę wody i okoliczne wzgórza. Jeśli traficie tam w upalny dzień, możliwe, że zobaczycie miejscowych pluskających się w wodzie. Nie polecam jednak dołączać – jakość wody bywa… różna.
Następny przystanek to jezioro Ostrzyckie – jedno z najpiękniejszych na Kaszubach. To podłużny akwen położony między wzgórzami, co tworzy naprawdę malowniczy krajobraz. Najlepszy punkt widokowy znajdziecie we wsi Ostrzyce – jest tam specjalna platforma, z której rozciąga się panorama na całe jezioro i otaczające je lasy. Latem działa tam karczma „Pod Stolemem” (stolem to taki kaszubski olbrzym z legend), gdzie serwują świeże ryby z jeziora. Smakują nieziemsko, zwłaszcza po naszpikowanym konserwantami jedzeniu z miasta.
Jeśli macie ochotę na dłuższy przystanek, możecie wypożyczyć kajak lub rower wodny – przystań znajdziecie również w Ostrzycach. Godzinna przejażdżka po jeziorze to świetny sposób na zobaczenie okolicy z innej perspektywy. Pamiętam, jak kiedyś wypłynęliśmy z przyjaciółmi w samo południe i zatrzymaliśmy się na środku jeziora. Cisza była tak kompletna, że słyszeliśmy brzęczenie owadów nad wodą. Takich momentów się nie zapomina.
Wieżyca – najwyższy punkt Kaszub
Z Ostrzyc to już rzut beretem (dosłownie kilka minut samochodem) do Wieżycy, najwyższego wzgórza na całym Niżu Środkowoeuropejskim. No dobra, może przesadziłem z tym „najwyższym” – ma 329 metrów n.p.m., więc dla kogoś z Zakopanego to pewnie bardziej pagórek niż góra. Ale tu, wśród generalnie płaskiego krajobrazu, robi wrażenie.
Na szczycie stoi wieża widokowa, na którą zdecydowanie warto wejść. 50 stopni prowadzących na platformę widokową może trochę zmęczyć, ale widok wynagradza wszystko – przy dobrej pogodzie widać nie tylko okoliczne jeziora i lasy, ale nawet Zatokę Gdańską! Kiedyś trafiłem tam w momencie, gdy nad Zatoką zachodziło słońce, a jednocześnie nad lasami zbierały się ciemne chmury – kontrast był niesamowity.
Zimą wzgórze zamienia się w stację narciarską z całkiem przyzwoitym stokiem. Nie jest to oczywiście Alpy, ale na jednodniowy wypad i pojeżdżenie na nartach – w sam raz. Szczególnie, gdy w Trójmieście pojawia się chandryczy listopadowy deszcz, a tu, o 300 metrów wyżej, pada puszysty śnieg.
Okolice Wieżycy to także raj dla grzybiarzy. Jeśli traficie tam we wrześniu lub październiku, koniecznie weźcie koszyk – prawdziwki, podgrzybki i kurki czekają praktycznie przy każdej ścieżce. Tylko pamiętajcie, żeby zbierać tylko te grzyby, które na pewno rozpoznajecie!
Pierwsza część naszej jednodniowej wycieczki po Kaszubach dobiega końca, ale to dopiero połowa atrakcji, które oferuje ten region. W drugiej części zabiorę was m.in. do kaszubskiego skansenu, pokażę najlepsze miejsca na tradycyjny obiad i zdradzę, gdzie można kupić autentyczne kaszubskie pamiątki zamiast chińskich podróbek ze straganów. Bo Kaszuby to miejsce, które warto poznawać powoli i z szacunkiem dla lokalnej kultury. A najlepiej z lokalnym przewodnikiem, który opowie wam o miejscach, których nie ma w żadnych przewodnikach.
