Choć pandemia COVID-19 zdaje się powoli przygasać, wielu z nas nadal zastanawia się, czy warto ryzykować podróż samolotem. W końcu spędzenie kilku godzin w zamkniętej puszce z setką innych osób brzmi jak przepis na katastrofę, prawda? A może niekoniecznie? Postanowiłam przyjrzeć się bliżej temu, co eksperci – wirusolodzy i specjaliści od systemów wentylacji – mają do powiedzenia na temat bezpieczeństwa powietrza w samolotach. Wnioski mogą zaskoczyć nawet najbardziej sceptycznych podróżnych.
Jak działa wentylacja w samolocie?
Zacznijmy od tego, że powietrze w samolocie nie jest wcale takim złem wcielonym, jak mogłoby się wydawać. Wbrew powszechnemu przekonaniu, nie oddychamy tam ciągle tym samym, zużytym powietrzem. W rzeczywistości, systemy wentylacji w samolotach są znacznie bardziej zaawansowane niż te, które znajdziemy w większości budynków, w których spędzamy na co dzień czas.
Dr Paweł Grzesiowski, znany polski immunolog, tłumaczy to dość obrazowo: „Powietrze w kabinie samolotu jest wymieniane co 2-3 minuty. To jakby ktoś otwierał wszystkie okna w twoim mieszkaniu kilkanaście razy na godzinę. W porównaniu z biurem czy centrum handlowym, gdzie wymiana następuje średnio co 20 minut, to prawdziwy powiew świeżości.”
Co ciekawe, powietrze w samolocie pochodzi z dwóch źródeł. Około 50% to świeże powietrze z zewnątrz, które jest sprężane, a następnie schładzane. Drugie 50% to powietrze recyrkulowane, które – i tu dochodzimy do sedna sprawy – przechodzi przez filtry HEPA (High Efficiency Particulate Air).
Filtry HEPA – cichy bohater podniebnych podróży
Filtry HEPA to nie żarty. Te małe cuda techniki potrafią wyłapać nawet 99,97% cząsteczek o wielkości 0,3 mikrometra. A koronawirus? Ma średnicę około 0,1 mikrometra, ale – uwaga! – nie podróżuje samotnie. Zazwyczaj jest „zapakowany” w kropelki śliny czy wydzieliny z dróg oddechowych, które mają średnicę od 1 do nawet 10 mikrometrów.
„To trochę jak próba przemycenia słonia przez dziurkę od klucza – po prostu się nie da” – żartuje prof. Maria Wesołowska, wirusolog z Uniwersytetu Medycznego w Łodzi. „Filtry HEPA są w stanie przechwycić większość wirusowych 'pasażerów na gapę’, zanim trafią do układu wentylacji”.
Warto dodać, że te same filtry są stosowane w salach operacyjnych czy laboratoriach o podwyższonym poziomie bezpieczeństwa biologicznego. Nie bez powodu stanowią standardowe wyposażenie współczesnych samolotów pasażerskich.
Co mówią badania na temat zakażeń w samolotach?
Dobra, filtry filtrami, ale co faktycznie pokazują dane? Czy ludzie zarażają się w samolotach? Jak się okazuje, ryzyko jest mniejsze, niż można by przypuszczać.
Międzynarodowe Zrzeszenie Przewoźników Powietrznych (IATA) przeprowadziło analizę, z której wynika, że od początku 2020 roku odnotowano zaledwie 44 przypadki prawdopodobnego zakażenia COVID-19 związanego z podróżą lotniczą. A mówimy tu o miliardach pasażerów!
„To wyjątkowo niskie liczby, biorąc pod uwagę skalę zjawiska” – podkreśla dr Anna Kosińska, epidemiolog. „Oczywiście, musimy pamiętać, że nie wszystkie przypadki zostały wykryte lub zgłoszone, ale nawet uwzględniając ten fakt, ryzyko wydaje się być stosunkowo niewielkie”.
Ciekawe badanie przeprowadzili też naukowcy z Uniwersytetu Harvarda. Przez kilka miesięcy analizowali oni dane dotyczące jakości powietrza w samolotach i doszli do wniosku, że ryzyko zakażenia COVID-19 podczas lotu jest niższe niż podczas codziennych czynności, takich jak zakupy czy jedzenie w restauracji.
Nie tylko filtry – inne czynniki wpływające na bezpieczeństwo
Jasne, nie jest tak, że możemy w samolocie zachowywać się jakby pandemia już całkowicie wygasła. „Sam system filtracji to nie wszystko” – zwraca uwagę dr Grzesiowski. „Kluczowe jest również zachowanie pasażerów oraz procedury bezpieczeństwa wprowadzone przez linie lotnicze”.
Chodzi tu o rzeczy takie jak regularne dezynfekowanie powierzchni, noszenie maseczek (szczególnie gdy ktoś kaszle lub kicha), zachowanie dystansu tam, gdzie to możliwe, czy – wydawałoby się oczywiste – nielatanie z objawami infekcji.
Dr Anna Mierzejewska, specjalistka chorób zakaźnych, dodaje: „Nie jesteśmy w stanie całkowicie wyeliminować ryzyka, ale możemy je znacząco ograniczyć. To jak z jazdą samochodem – zawsze istnieje ryzyko wypadku, ale zapinając pasy i przestrzegając przepisów, minimalizujemy je do akceptowalnego poziomu”.
Strefa największego ryzyka
Jeśli już miałabym wskazać, gdzie podczas podróży samolotem ryzyko zakażenia jest największe, to wcale nie byłaby to kabina pasażerska. „Paradoksalnie, największe zagrożenie czai się jeszcze przed wejściem na pokład – podczas odprawy, kontroli bezpieczeństwa czy w kolejce do wejścia do samolotu” – wyjaśnia prof. Wesołowska.
W tych miejscach ludzie często stoją blisko siebie, systemy wentylacji nie są tak wydajne jak w samolocie, a pośpiech i stres nie sprzyjają przestrzeganiu zasad dystansu społecznego. Do tego dochodzą różne powierzchnie, których dotyka wiele osób – od tacek na bramkach bezpieczeństwa po poręcze schodów czy przyciski w windach.
„Moja rada? Zachowaj ostrożność na lotnisku, noś maskę w zatłoczonych miejscach, dezynfekuj ręce i… odetchnij z ulgą, gdy już zajmiesz miejsce w samolocie” – podsumowuje profesor.
Osobiste doświadczenia – czyli co mówią podróżujący
Od teorii przejdźmy do praktyki. W ostatnich miesiącach rozmawiałam z wieloma osobami, które zdecydowały się na podróże lotnicze mimo pandemii. Ich odczucia są zaskakująco podobne – większość czuła się bezpieczniej w samolocie niż w innych miejscach publicznych.
„Na początku byłam przerażona samą myślą o locie” – przyznaje Agnieszka, która poleciała służbowo do Berlina. „Ale na miejscu okazało się, że linie lotnicze podchodzą do sprawy bardzo poważnie. Dezynfekcja, maseczki, procedury… Czułam się bezpieczniej niż w zatłoczonym autobusie miejskim, którym jeżdżę codziennie do pracy”.
Podobnie wspomina swój lot Marek, programista, który musiał polecieć na konferencję do Londynu: „Szczerze? Spodziewałem się koszmaru, a było całkiem znośnie. Owszem, niektórzy pasażerowie zdejmowali maski, gdy tylko stewardessy odwracały wzrok, ale generalnie ludzie zachowywali się odpowiedzialnie. No i ten system wentylacji… Żadnego uczucia 'zużytego powietrza’, które często miewam w biurze czy kinie”.
Podsumowanie – latać czy nie latać?
Podejmowanie decyzji o podróży lotniczej w czasie pandemii to zawsze kwestia indywidualnej oceny ryzyka. Jeśli należysz do grupy podwyższonego ryzyka ciężkiego przebiegu COVID-19 lub mieszkasz z taką osobą, być może warto jeszcze wstrzymać się z podróżami, które nie są absolutnie konieczne.
Jednak dostępne dane i opinie ekspertów sugerują, że samo przebywanie w samolocie nie wiąże się z dramatycznie wysokim ryzykiem zakażenia – pod warunkiem przestrzegania podstawowych zasad bezpieczeństwa.
Jak podsumowuje to dr Grzesiowski: „Gdybym miał wybierać między dwugodzinnym lotem a dwugodzinnym przebywaniem w zatłoczonym centrum handlowym, z punktu widzenia ryzyka zakażenia wybrałbym samolot. Paradoksalnie, podniebne pudełko z wydajnymi filtrami HEPA może być bezpieczniejsze niż wiele miejsc, w których bywamy na co dzień”.
Na koniec warto podkreślić, że sytuacja epidemiczna zmienia się dynamicznie. To, co dzisiaj wiemy o koronawirusie, jutro może ulec zmianie. Dlatego przed podróżą warto zawsze sprawdzić aktualne wytyczne i zalecenia zarówno krajowych, jak i międzynarodowych organizacji zdrowia.
A ty? Zdecydowałbyś się teraz na lot samolotem? A może już to zrobiłeś i możesz podzielić się swoimi doświadczeniami? Czekam na komentarze!
