Kiedy ostatnio czułeś ten dreszczyk emocji, gdy twoje serce waliło jak szalone, a dłonie mimowolnie zaciskały się na barierce kolejki górskiej? Tak, dokładnie o takiej dawce adrenaliny mówię! PortAventura Park to nie tylko największy park rozrywki w Hiszpanii – to prawdziwa mekka dla poszukiwaczy wrażeń i rodzin spragnionych niezapomnianych wspomnień. Położony niedaleko Salou na Costa Daurada, jest miejscem, które po prostu musisz dać do swojej hiszpańskiej bucket listy. Nie jestem tu, by ściemniać – to miejsce naprawdę wywraca do góry nogami wszystko, co do tej pory wiedziałeś o parkach rozrywki!
PortAventura Park – co to za miejsce?
PortAventura to nie byle jaki lunapark z karuzelą i strzelnicą. To prawdziwy kolos, który otworzył swoje podwoje w 1995 roku i od tamtej pory systematycznie rozrasta się, bijąc kolejne rekordy popularności. Znajduje się w miejscowości Salou, w prowincji Tarragona, jakieś 100 km od Barcelony. I uwierzcie mi, warto zrobić sobie ten jednodniowy wypad z katalońskiej stolicy!
Park zajmuje potężny obszar 119 hektarów, co przekłada się na prawie 170 boisk piłkarskich – niezły kawał terenu, nie? W jego skład wchodzi sześć tematycznych stref, z których każda przeniesie cię do innego zakątka świata. To jak podróż dookoła globu w jeden dzień, tylko bez jet lagu i kontroli granicznej!
Co ciekawe, PortAventura to nie tylko sam park rozrywki. To cały kompleks turystyczny PortAventura World, w skład którego wchodzą także m.in. Ferrari Land, Caribe Aquatic Park oraz kilka hoteli tematycznych. Gdybyś chciał zobaczyć wszystko, jeden dzień to zdecydowanie za mało – warto zaplanować przynajmniej dwa-trzy dni, żeby nie pędzić na łeb na szyję między atrakcjami.
Sześć światów w jednym miejscu – tematyczne strefy parku
Jeśli myślisz, że PortAventura to tylko kolejki górskie i karuzele, to grubo się mylisz! Siła tego miejsca tkwi w niesamowitym dopracowaniu każdego detalu i podziale na sześć tematycznych stref:
1. Mediterrània
To pierwsza strefa, którą zobaczysz po wejściu do parku. Inspirowana śródziemnomorskimi miasteczkami rybackimi, z charakterystyczną architekturą i klimatem. Tutaj znajduje się jedna z największych atrakcji parku – Furius Baco, która rozpędza się od 0 do 135 km/h w zaledwie 3,5 sekundy! Sam pamiętam, jak nogi mi się trzęsły po tej przejażdżce – czułem się, jakbym został wystrzelony z procy. Jak ktoś lubi ekstremalną jazdę bez trzymanki, to jest to strzał w dziesiątkę!
2. Far West
Przenieś się do czasów amerykańskiego Dzikiego Zachodu! Ta strefa to istny raj dla fanów westernów. Możesz przejechać się na Silver River Flume (spływie rzecznym) i całkiem nieźle się przy tym ochlapać – w upalne dni to prawdziwe wybawienie! A jeśli masz ochotę na zastrzyk adrenaliny, Stampida – drewniany roller coaster w stylu retro – sprawi, że będziesz krzyczeć jak opętany. Moje plecy do dziś pamiętają te wstrząsy, ale było warto!
3. México
Tutaj poczujesz się jak w scenerii z filmu o Zorro! Meksykańskie miasteczka, piraimidy Majów i azteckie świątynie tworzą niesamowitą scenerię. Główną atrakcją tej strefy jest El Diablo – Tren de la Mina, czyli szalona przejażdżka kolejką górniczą. Niby nie należy do najbardziej ekstremalnych, ale te niespodziewane zwroty i zakręty potrafią zrobić niezłe „ajajaj” z żołądkiem. A kiedy już odzyskasz równowagę, koniecznie spróbuj prawdziwych meksykańskich nachos – palce lizać!
4. China
Azjatycka strefa zachwyca architekturą inspirowaną Dalekim Wschodem. Znajdziesz tu repliki chińskich świątyń, pagód i charakterystyczny most nad sztucznym jeziorem. Główna atrakcja to Dragon Khan – kolejka górska z 8 pętlami, która przez lata dzierżyła światowy rekord. Choć dziś ma już ponad 25 lat, wciąż potrafi wywołać gęsią skórkę u najbardziej zaprawionych śmiałków. Pamiętam jak dziś – po przejażdżce mój mózg dosłownie koziołkował, a kolana miały konsystencję waty cukrowej!
A jeśli myślisz, że to wszystko, to się grubo mylisz! W tej strefie stoi również legendarny Shambhala – kolejka górska, która jest najwyższa w Europie (76 metrów) i osiąga prędkość 134 km/h. Zjazd jest tak stromy, że masz wrażenie, jakbyś leciał! Nie ma co ukrywać – przy pierwszym zjeździe nawet twardziele piszczą jak małe dzieci.
5. Polynesia
Tu poczujesz się jak na tropikalnej wyspie – wszędzie palmy, egzotyczne kwiaty i chatki kryte strzechą. Ta strefa jest nieco spokojniejsza, idealna na złapanie oddechu. Główną atrakcją jest Tutuki Splash – spływ pontonami z kilkoma spadkami. Gwarantuję, że się zmoczysz, ale w letnie upały to istne wybawienie! Ja wyglądałem jak zmokła kura po tej przejażdżce, ale uśmiechu z twarzy nie mogłem zetrzeć przez godzinę!
6. SésamoAventura
To najmłodsza strefa parku, stworzona z myślą o najmłodszych gościach. Postacie z Ulicy Sezamkowej – Elmo, Cookie Monster czy Bert i Ernie – towarzyszą dzieciom podczas zabawy. Jest tu mnóstwo łagodnych karuzeli, niewielkich roller coasterów i interaktywnych atrakcji. Idealne miejsce, by maluchy mogły się wyszaleć, a rodzice odpocząć na ławeczce z kubkiem kawy w dłoni.
Ferrari Land – raj dla fanów motoryzacji
Choć nie jest częścią głównego parku PortAventura (wymaga osobnego biletu), nie sposób nie wspomnieć o Ferrari Land, który otworzył swoje podwoje w 2017 roku. To prawdziwa gratka dla fanów czerwonych bolidów z Maranello i adrenaliny w czystej postaci!
Największym magnesem przyciągającym tłumy jest Red Force – najwyższy i najszybszy roller coaster w Europie, który wystrzeliwuje cię pionowo w górę z prędkością 180 km/h, osiągając pułap 112 metrów! Te 5 sekund przyśpieszenia to istna jazda bez trzymanki – czujesz, jak wszystkie narządy wewnętrzne zostają gdzieś tam na dole, gdy ty szybujeszw górę. Jak leci tam jakiś turysta, to słychać chyba w połowie Katalonii!
Poza tym w Ferrari Land znajdziesz symulatory Formuły 1, interaktywne wystawy poświęcone historii marki i kilka mniejszych atrakcji. Nawet jeśli nie jesteś fanem motoryzacji, trudno nie docenić tego technologicznego majstersztyku.
Praktyczne wskazówki dla odwiedzających
Nie będę ściemniać – PortAventura to nie jest tani interes. Bilet jednodniowy dla osoby dorosłej kosztuje około 50-60 euro, ale warto śledzić promocje na oficjalnej stronie. Często można trafić na oferty typu „2 dni w cenie 1” albo pakiety z noclegiem w jednym z hoteli kompleksu.
Planując wizytę, weź pod uwagę, że w szczycie sezonu (lipiec-sierpień) park pęka w szwach, a kolejki do najpopularniejszych atrakcji mogą ciągnąć się nawet 90 minut! Jeśli masz taką możliwość, przyjedź w maju, czerwcu albo we wrześniu – zdecydowanie przyjemniej się zwiedza, gdy nie musisz przepychać się łokciami przez tłum turystów.
Mała rada od człowieka, który nabił sobie guza (dosłownie!): zabierz ze sobą wodę i coś na głowę. Hiszpańskie słońce potrafi dać w kość, szczególnie gdy spędzasz cały dzień na otwartej przestrzeni. Co do jedzenia – w parku jest mnóstwo restauracji i barów, ale ceny są, delikatnie mówiąc, turystyczne. Jeśli chcesz zaoszczędzić, zjedz solidne śniadanie przed wejściem.
I jeszcze jedna sprawa – wygodne buty to absolutna podstawa! Będziesz nakręcać kilometry po parku, więc zostaw modowe wygibusy w hotelu. Twoje stopy ci podziękują wieczorem, obiecuję!
Czy warto odwiedzić PortAventura Park?
Krótka odpowiedź: tak, absolutnie tak! Długa odpowiedź: jeśli lubisz adrenalinę, masz dzieci albo po prostu chcesz na jeden dzień zapomnieć, że jesteś dorosły i masz na głowie kredyty, rachunki i szefa-marudę, to PortAventura to miejsce dla ciebie.
Po całym dniu spędzonym w parku będziesz padać z nóg, ale z bananem na twarzy, którego nie zetrze nawet świadomość, że jutro trzeba wracać do rzeczywistości. Pamiętam swój pierwszy raz w PortAventurze – wróciłem do hotelu z głosem zachrypniętym od krzyków na roller coasterach, fryzurą, która wyglądała, jakby przeszła przez huragan (co w sumie nie jest dalekie od prawdy), ale z takim zapasem endorfin, że mogłem rozdawać je przechodniom.
PortAventura to kawałek magii w dorosłym świecie. I choć portfel może nieco schudnąć po tej wycieczce, to gwarantuję, że wspomnienia zostaną na długo. Bo jak to mówią – z pieniędzmi czy bez, najważniejsze są wrażenia!
