Sardynia to druga co do wielkości wyspa na Morzu Śródziemnym, która oczarowuje turystów swoim niepowtarzalnym klimatem, pięknymi plażami i bogatą historią. Krystalicznie czyste morze, bajkowe zatoki i dzika przyroda sprawiają, że to miejsce, do którego chce się wracać. W przeciwieństwie do zatłoczonej Majorki czy Krety, Sardynia wciąż zachowuje swój autentyczny charakter. Będąc tam kilkakrotnie, za każdym razem odkrywałam coś nowego. Sprawdźmy więc, co warto zobaczyć na tej magicznej wyspie!
Najpiękniejsze plaże Sardynii – prawdziwe perełki Morza Śródziemnego
Sardynia słynie z plaż, które śmiało mogą konkurować z tymi na Karaibach. Mówię to z pełną odpowiedzialnością – nigdzie w Europie nie widziałam tak krystalicznej wody i tak białego piasku! Absolutnym hitem jest wybrzeże Costa Smeralda (Szmaragdowe Wybrzeże) w północno-wschodniej części wyspy. Plaża La Pelosa na północnym zachodzie to kolejne miejsce, które zapiera dech w piersiach – płytka, turkusowa woda i drobniutki biały piasek tworzą niesamowity widok. Uwaga! W sezonie bywa tam tłoczno jak na Krupówkach w weekend, więc warto pojawić się wcześnie rano.
Mniej znana, ale równie urocza jest plaża Cala Goloritzé we wschodniej części wyspy. Dotarcie tam wymaga około godzinnego spaceru górską ścieżką lub rejsu łodzią, ale zapewniam, że warto! Robi niesamowite wrażenie – turkusowa woda, biały piasek, a nad plażą góruje charakterystyczna, wapienna igła skalna. Kiedy pierwszy raz tam dotarłam, po prostu zaniemówiłam. Zdjęcia nie oddają w pełni magii tego miejsca.
Cagliari – stolica o wielu twarzach
Cagliari to miasto, które ma swój niepowtarzalny klimat. Z jednej strony nowoczesne, tętniące życiem, z drugiej – pełne historycznych zakątków. Stare miasto (Castello) to prawdziwy labirynt wąskich uliczek, gdzie można łatwo zgubić drogę – ale akurat w tym przypadku, to część przygody! Koniecznie wdrapcie się na taras widokowy Bastione Saint Remy, skąd rozpościera się panorama miasta i zatoki. Byłam tam podczas zachodu słońca i widok był tak piękny, że aż łza się w oku kręci na samo wspomnienie.
Jeśli macie ochotę na relaks, wystarczy zejść na Boulevard Poetto – 8-kilometrową plażę miejską, gdzie mieszkańcy odpoczywają po pracy. Jest tam mnóstwo barów i restauracji, gdzie można zjeść pyszne owoce morza popijając lokalnym winem Vermentino. Polecam szczególnie smażone kałamarnice – palce lizać!
Nuraghi – tajemnicze budowle sprzed tysięcy lat
Sardynia ma swoją własną, unikalną atrakcję, której nie znajdziecie nigdzie indziej – tajemnicze, kamienne wieże zwane nuraghi, pochodzące z epoki brązu (1800-500 p.n.e.). Na całej wyspie jest ich około 7000! Najsłynniejszy kompleks to Su Nuraxi w Barumini, wpisany na listę UNESCO. Kiedy pierwszy raz zobaczyłam te konstrukcje, szczęka mi opadła – pomyśleć, że zostały zbudowane ponad 3500 lat temu bez użycia zaprawy!
Wejście do głównej wieży w Su Nuraxi było dla mnie nie lada wyzwaniem (mam lekką klaustrofobię), ale przewodnik tak ciekawie opowiadał o życiu dawnych Sardyńczyków, że zapomniałam o swoich lękach. Pamiętajcie, by zabrać ze sobą wygodne buty – teren jest kamienisty i nierówny. I koniecznie weźcie udział w wycieczce z przewodnikiem – bez jego opowieści, nuraghi to tylko sterta kamieni, a z nią – fascynująca podróż w czasie.
Alghero – katalońska perełka Sardynii
Alghero to miasto, które kompletnie skradło moje serce. Zwane „małą Barceloną”, zachowało silne wpływy katalońskie – tablice z nazwami ulic są dwujęzyczne, a mieszkańcy do dziś posługują się katalońskim dialektem. Stare Miasto otoczone jest potężnymi murami obronnymi, po których można spacerować i podziwiać widoki na morze. Wieczorami promenada tętni życiem – lokalne rodziny wychodzą na „passegiata”, czyli tradycyjny wieczorny spacer.
Będąc w Alghero, koniecznie wybierzcie się łodzią do Groty Neptuna (Grotta di Nettuno) – jaskini krasowej z niesamowitymi formacjami naciekowymi. Dla twardzieli jest opcja dotarcia tam 656 schodami wykutymi w skale (tzw. Schody Koziołka), ale ostrzegam – po drodze można dostać zadyszki jak po maratonie! Ja wybrałam rejs statkiem i nie żałuję – widoki na klify od strony morza są przepiękne.
Sardyńska kuchnia – uczta dla podniebienia
Sardyńska kuchnia to osobna atrakcja wyspy! Różni się od klasycznych włoskich dań, które znamy z kontynentu. Tutaj królują owoce morza, jagnięcina oraz wyjątkowe rodzaje makaronów. Koniecznie spróbujcie „culurgiones” – pierożków nadziewanych ziemniakami, serem pecorino i miętą. A jeśli jesteście miłośnikami sera, musicie skosztować „casu marzu” – fermentowanego sera owczego z… żywymi larwami! Nie, nie żartuję – to lokalny specjał, choć przyznam, że sama nie miałam odwagi go spróbować.
Sardyńczycy są też słynni z długowieczności, co przypisuje się zdrowemu trybowi życia i diecie. Odwiedziłam wioskę Seulo, gdzie żyje wyjątkowo dużo stulatków. Gdy zapytałam jednego z seniorów o sekret długiego życia, odpowiedział z uśmiechem: „Codziennie kieliszek cannonau (lokalnego wina), dużo śmiechu i zero stresu”. Chyba coś w tym jest!
La Maddalena – archipelag jak z bajki
Jeśli macie ochotę na prawdziwą odskocznię od cywilizacji, wybierzcie się na archipelag La Maddalena w północnej części wyspy. To grupa kilku małych wysepek z bajecznymi plażami i krystalicznie czystą wodą. Na główną wyspę można dostać się promem z Palau, a następnie wynająć skuter lub rower, by eksplorować okolicę. Najpiękniejsza plaża według mnie to Cala Coticcio, zwana sardyńskimi Karaibach – i to nie jest przesada!
Podczas mojej ostatniej wizyty złapała nas tam letnia burza. Musieliśmy przeczekać ją w małej tawernie, gdzie poznaliśmy starszego rybaka, który przez dwie godziny raczył nas opowieściami o czasach, gdy archipelag był bazą NATO. Takie niespodziewane przygody często okazują się najlepszymi wspomnieniami z podróży!
Praktyczne wskazówki – jak zaplanować wyjazd na Sardynię
Sardynia jest dość sporą wyspą, więc najlepiej zwiedzać ją samochodem. Drogi są dobrze utrzymane, choć w górskich rejonach bywają kręte jak makaron. Najlepszy czas na wizytę to maj-czerwiec lub wrzesień, gdy woda jest już/jeszcze ciepła, a tłumy turystów mniejsze. W sierpniu wyspa przeżywa prawdziwe oblężenie Włochów, którzy przyjeżdżają tu na wakacje – ceny szybują w górę, a na plażach trudno znaleźć wolne miejsce.
Jeśli chodzi o noclegi, mam świetną radę – zamiast drogich hoteli w kurortach, spróbujcie „agriturismo” – gospodarstw agroturystycznych, gdzie można smacznie zjeść, poznać lokalną kulturę i często zapłacić mniej niż w standardowym hotelu. Podczas swojej ostatniej wizyty trafiłam na gospodarstwo, gdzie gospodyni codziennie rano częstowała nas domowymi serami i świeżo pieczonym chlebem! Do dziś mam z nią kontakt na Facebooku.
Sardynia to wyspa, która ma w sobie jakąś magię – gdy raz ją odwiedzisz, będziesz chciał wracać. Ja już planuje swoją czwartą wizytę, bo wciąż jest tam mnóstwo miejsc wartych odkrycia. „Ci vediamo in Sardegna!” – do zobaczenia na Sardynii!
