Zorza polarna to jedno z tych zjawisk, które dosłownie zapiera dech w piersiach. Zielone, fioletowe i różowe wstęgi światła tańczące po nocnym niebie potrafią wywołać łzy wzruszenia nawet u największych twardzieli. Miałam okazję zobaczyć to zjawisko na własne oczy i powiem Wam – żadne zdjęcie ani film nie oddaje tego, co czuje się, stojąc pod rozświetlonym niebem. Gdzie zatem warto się udać, żeby zwiększyć szanse na spotkanie z tym nieziemskim spektaklem? Podpowiadam najlepsze kierunki i dzielę się kilkoma sprawdzonymi wskazówkami.
Jak powstaje zorza polarna?
Zanim ruszymy w świat, warto zrozumieć, z czym mamy do czynienia. Zorza polarna (aurora borealis na północy i aurora australis na południu) to nie magia, choć tak właśnie wygląda. To efekt zderzenia naładowanych cząstek słonecznych z atomami i cząsteczkami atmosfery ziemskiej. Brzmi skomplikowanie? W skrócie – Słońce wyrzuca ze swojej powierzchni strumień naładowanych cząstek, które docierają do Ziemi. Nasze pole magnetyczne kieruje je w stronę biegunów, gdzie wchodzą w reakcję z gazami w atmosferze, tworząc świecące zjawisko.
Zorza polarna najczęściej przybiera odcienie zieleni, ale może też mienić się na fioletowo, różowo, czerwono czy niebiesko. Kolor zależy głównie od rodzaju atomów, z którymi zderzają się cząstki słoneczne, oraz wysokości, na której zachodzi reakcja. Dla przykładu, powszechna zieleń pochodzi od tlenu na wysokości około 100-300 km nad Ziemią.
Najlepsze miejsca na obserwację zorzy polarnej w Europie
Europa to dla nas, Polaków, najbardziej dostępny kierunek na łowy zorzy. Mój pierwszy raz? Norwegia, okolice Tromsø, w środku lutego. Mróz szczypał w policzki tak, że po godzinie przestałam czuć twarz, ale było warto!
Norwegia – kraina fiordów i zorzy
Norwegia to klasyka gatunku, jeśli chodzi o polowanie na zorzę. Tromsø – nazywane „bramą do Arktyki” – to miasto, które świetnie nadaje się jako baza wypadowa. Znajdziecie tu sporo biur organizujących wycieczki „zorza hunting”. Warto? I tak, i nie. Z jednej strony przewodnicy znają najlepsze miejsca z dala od świateł miasta, z drugiej – płacicie słono za coś, co możecie zorganizować na własną rękę.
Poza Tromsø, sprawdźcie też archipelag Lofoty, gdzie zorza odbijająca się w wodach fiordów tworzy podwójne widowisko. Albo Svalbard – tam zorza pojawia się nawet w środku dnia podczas polarnej nocy!
Finlandia – sauna, wódka i zorza
Laponia fińska to miejsce, gdzie zorza jest niemal na wyciągnięcie ręki. Rovaniemi (tak, to to słynne miasto Świętego Mikołaja) czy Ivalo oferują świetną infrastrukturę turystyczną. Co mnie absolutnie rozwaliło? Przeszklone igloo w Kakslauttanen, gdzie leżysz sobie w ciepłym łóżku i gapisz się na niebo. Życie!
Finowie mają też świetny pomysł, jak połączyć tradycyjną saunę z obserwacją zorzy. Rozgrzewasz się do czerwoności, a potem hop – na zewnątrz, gdzie minus 20 stopni i tańczące światła. Oczywiście kieliszek Koskenkorvy (miejscowej wódki) pomaga zachować względne ciepło.
Islandia – kraina lodu i ognia
Wyspa położona na styku płyt tektonicznych oferuje nie tylko zorzę, ale i fantastyczne krajobrazy, które mogą stanowić pierwszy plan dla fotografii tego zjawiska. Gejzery, czarne plaże, lodowce i zorza? Czego chcieć więcej!
Z własnego doświadczenia – wynajmijcie samochód i wyruszcie poza Reykjavik. Okolice jeziora Myvatn na północy czy półwysep Snaefellsnes to miejsca, gdzie szanse na zobaczenie zorzy są wysokie, a dodatkowo macie pod ręką spektakularne krajobrazy.
Szwecja – nieoczywisty wybór
Abisko w szwedzkiej Laponii to jedno z najlepszych miejsc do obserwacji zorzy w Europie. Dlaczego? Region ten cechuje się wyjątkowo niską zachmurzeniem dzięki specyficznemu mikroklimatowi. Miejscowi nazywają to „dziurą w niebie nad Abisko”. Dodatkowy plus? Aurora Sky Station – specjalna platforma widokowa na górze Nuolja.
Poza Europą – gdzie jeszcze warto się udać?
Kanada – dzikie przestrzenie i północne światła
Yellowknife w Terytoriach Północno-Zachodnich to nieoficjalna stolica zorzy w Ameryce Północnej. Miasto leży dokładnie pod tzw. owalem zorzy (aurora oval), czyli obszarem, gdzie zjawisko występuje najczęściej. Podobno szanse na zobaczenie zorzy podczas trzydniowego pobytu zimą wynoszą około 90%. Nie bez powodu miejscowi nazywają swoje miasto „Aurora Capital of North America”.
Warto też rozważyć Churchill w Manitobie (tam, gdzie jeździ się oglądać niedźwiedzie polarne) czy Whitehorse w Jukonie.
Alaska – ostatnia granica
Fairbanks to najpopularniejszy punkt startowy do obserwacji zorzy na Alasce. Miasto oferuje sporo wycieczek, ale nic nie stoi na przeszkodzie, by wypożyczyć samochód i ruszyć na własną rękę. Chace Creek, Cleary Summit czy okolice Poker Flat Research Range to sprawdzone miejscówki.
Antarktyda – zorza południowa
To opcja dla najbardziej wytrwałych (i zasobnych) łowców zorzy. Aurora australis, czyli zorza południowa, jest znacznie trudniejsza do zaobserwowania niż jej północna siostra. Dlaczego? Bo obszary lądowe, z których można ją zobaczyć, są znacznie mniej dostępne. Wycieczki na Antarktydę to wydatek rzędu kilkudziesięciu tysięcy złotych, ale jeśli macie taki budżet – czemu nie?
Kiedy najlepiej polować na zorzę?
Teoretycznie zorza występuje przez cały rok, ale żeby ją zobaczyć, potrzebujemy ciemnego nieba. Dlatego najlepszy okres to od września do marca na półkuli północnej i od marca do września na półkuli południowej.
Z moich obserwacji – szczyt sezonu przypada na listopad-luty, kiedy noce są najdłuższe. Aktywność słoneczna (a co za tym idzie – intensywność zorzy) zmienia się w cyklach 11-letnich. Obecnie zmierzamy do maksimum tego cyklu w latach 2024-2025, więc najbliższe sezony zapowiadają się obiecująco!
Pamiętajcie też, że zorza jest kapryśna. Może pojawić się na pięć minut albo tańczyć przez kilka godzin. Może być ledwo widoczna lub tak intensywna, że oświetli całe niebo. To loteria, ale wierzcie mi – warto kupić los.
Praktyczne wskazówki, czyli jak zwiększyć swoje szanse
Po pierwsze – ściągnijcie aplikację pokazującą prognozę zorzy (np. Aurora, My Aurora Forecast czy Norway Lights). Te apki korzystają z danych satelitarnych i potrafią z pewnym wyprzedzeniem przewidzieć aktywność zorzy.
Po drugie – uciekajcie od świateł. Zanieczyszczenie światłem to wróg numer jeden dla łowców zorzy. Im dalej od miast i osiedli, tym lepiej.
Po trzecie – uzbrójcie się w cierpliwość. Nieraz spędzałam po 4-5 godzin w środku nocy, w mrożącym do szpiku kości chłodzie, wpatrzona w niebo. Czasem zorza pojawiała się na 10 minut i znikała. Innym razem trwała godzinami.
I najważniejsze – ubierajcie się ciepło! Mówię to jako osoba, która podczas oglądania zorzy w Norwegii miała na sobie cztery warstwy ubrań, dwie pary skarpetek, rękawiczki narciarskie, czapkę, szalik i kurtkę puchową, a i tak trząsłam się z zimna. Warto zainwestować w chemiczne ogrzewacze do rąk i stóp!
Podsumowanie
Zorza polarna to jedno z tych doświadczeń, które zostają w pamięci na całe życie. Niezależnie od tego, czy wybierzecie Norwegię, Finlandię, Islandię czy zdecydujecie się na dalszą podróż do Kanady lub na Alaskę, szanse na zobaczenie tego spektaklu są największe zimą, z dala od sztucznego oświetlenia.
Pamiętajcie jednak, że natura rządzi się swoimi prawami i nigdy nie ma 100% gwarancji, że zorza się pojawi. Dlatego warto planować dłuższy pobyt w wybranym miejscu i traktować obserwację zorzy jako bonus, a nie cel sam w sobie. W końcu wszystkie wymienione kierunki oferują przepiękne krajobrazy i masę innych atrakcji.
A jeśli zorza się pojawi? Cóż, wtedy po prostu stójcie z otwartą buzią i chłońcie ten widok. Bo nie ma nic piękniejszego niż taniec kolorów na nocnym niebie.
