Ferie zimowe to czas, kiedy nasze pociechy wreszcie mogą odetchnąć od szkolnych obowiązków, a my rodzice mamy szansę nadrobić rodzinne zaległości. Tylko gdzie się wybrać, żeby i wilk był syty, i owca cała? Bo przecież chcemy, żeby dzieciaki się wyszalały, ale sami też marzymy o odrobinie relaksu. Po latach organizowania rodzinnych wyjazdów zimowych wiem, że znalezienie idealnego miejsca to nie lada wyzwanie. Dlatego przygotowałam dla Was pięć sprawdzonych kierunków, które zadowolą zarówno małych, jak i dużych.
Polskie góry – sprawdzona klasyka, która nigdy nie zawodzi
Zacznijmy od tego, co mamy pod nosem, czyli od naszych pięknych polskich gór. I nie, nie będę tu nikogo przekonywać, że to opcja budżetowa, bo kto był w Zakopanem w szczycie sezonu, ten wie, że ceny potrafią przyprawić o zawrót głowy. Ale jest coś, co sprawia, że wciąż tam wracamy.
Przede wszystkim – bliskość. Nie trzeba męczyć dzieciaków wielogodzinną podróżą samolotem czy autem. Pół dnia jazdy i jesteśmy na miejscu. No i ten klimat – prawdziwa zima z białym puchem, góralska muzyka i oscypki prosto z bacówki. Mój Antek do dziś wspomina kulig w Białce Tatrzańskiej, kiedy to woźnica przebierał się za zbójnika i opowiadał legendy, że aż ciarki chodziły po plecach.
Jeśli chodzi o konkretne miejscówki, to poza oczywistym Zakopanem warto rozważyć:
- Białkę Tatrzańską – świetnie przygotowane stoki, mnóstwo atrakcji dla dzieci i termy, gdzie można wygrzać kości po całym dniu szusowania
- Szczyrk – mniej zatłoczony, a stoki równie dobre, plus fajne trasy dla początkujących narciarzy
- Karpacz – zdecydowanie mniej oblegany niż Zakopane, a Śnieżka i okolice oferują naprawdę piękne widoki
Pro tip: Jeśli Wasze pociechy dopiero zaczynają przygodę z nartami, wybierajcie ośrodki z „oślimi łączkami” i przedszkolami narciarskimi. Warto też sprawdzić, czy na miejscu są wypożyczalnie sprzętu – po co się taszczyć z własnymi nartami, skoro można wynająć na miejscu?
Słowackie Tatry – jakość za rozsądną cenę
Muszę się przyznać, że to moja osobista perełka na narciarskiej mapie Europy. Od kiedy odkryliśmy ze znajomymi Jasną pod Chopokiem, polskie stoki jakoś straciły dla nas urok. Dlaczego? Bo za podobne, a czasem nawet niższe ceny, dostajemy infrastrukturę narciarską z prawdziwego zdarzenia.
Słowacy naprawdę przykładają się do swoich ośrodków narciarskich. Nowoczesne wyciągi, świetnie przygotowane trasy, mniej tłoku na stokach i – co dla mnie kluczowe – więcej tras niebieskich, idealnych dla średnio zaawansowanych narciarzy i dzieci. Do tego słowackie „kołaczyki” i grzane wino w przystokowych karczmach – palce lizać!
Poza Jasną warto sprawdzić:
- Tatrzańską Łomnicę – piękne widoki i trasy dla każdego poziomu zaawansowania
- Strbskie Pleso – doskonałe dla rodzin z mniejszymi dziećmi, łagodniejsze stoki
- Donovaly – ośrodek specjalizujący się w obsłudze rodzin z dziećmi, mają tam nawet specjalny park śnieżny dla maluchów
Jeszcze jedna rzecz – komunikacja. Nie bójcie się barierą językową – młodsi Słowacy zazwyczaj świetnie mówią po angielsku, a starsi często rozumieją polski. Poza tym, słowacki jest na tyle podobny do naszego języka, że jakoś się dogadacie. „Pozor” to „uwaga”, „východ” to „wyjście” – proste, prawda?
Alpejskie kurorty dla rodzin – warto zaszaleć choć raz
Ok, teraz przechodzimy do wyższej półki cenowej, ale uwierzcie mi – to inwestycja, którą warto rozważyć choć raz w życiu. Pierwsze zjazdy w Alpach to coś, czego nie zapomnicie ani Wy, ani Wasze dzieci.
Austria, Włochy czy może Francja? Każdy z tych krajów ma swoje perełki, jeśli chodzi o rodzinne kurorty. Osobiście najbardziej przypadła mi do gustu Austria – konkretnie region Karyntii. Dlaczego? Bo Austriacy mistrzowsko łączą wysoką jakość z rodzinną atmosferą. Do tego dochodzi świetna kuchnia (te ich sznycelki!), czyściutkie pensjonaty i niesamowita infrastruktura dla dzieci.
Gdzie konkretnie w Alpach z dzieckiem?
Polecam sprawdzić:
- Austriacki Serfaus-Fiss-Ladis – to prawdziwy raj dla rodzin z dziećmi. Mają tam „Kinderschneealm”, czyli ogromny park śnieżny dla maluchów, a nawet podziemne metro, które dowozi narciarzy na stok!
- Włoskie Val Gardena – oprócz fantastycznych tras mają tam program „Family Fun”, z animacjami i konkursami dla dzieci
- Francuskie Avoriaz – resort całkowicie wolny od samochodów, co oznacza, że dzieciaki mogą bezpiecznie biegać po wiosce
Czy to droższe niż Zakopane? Bez owijania w bawełnę – tak. Ale różnica w jakości jest kolosalna. Do tego można złapać niezłe okazje, jeśli zaplanujecie wyjazd z wyprzedzeniem lub zdecydujecie się na termin nieco poza głównym sezonem.
Egzotyczna ucieczka od zimy – słońce w środku lutego
A co, jeśli wasze dzieciaki nie przepadają za zimnem, albo Wy macie już serdecznie dość skrobania szyb i ubierania się „na cebulkę”? Może warto rozważyć totalną zmianę klimatu i polecieć tam, gdzie słońce świeci przez cały rok?
Kanary, Egipt czy może Tajlandia? Zimą ceny wycieczek do ciepłych krajów potrafią być naprawdę przystępne, szczególnie jeśli polujecie na last minute. Moja siostra w zeszłym roku chwyciła tygodniowy all-inclusive na Teneryfie za mniej niż kosztowałby ją weekend w Zakopanem – i to z przelotem!
Co fajnego w takim wyjeździe dla dzieciaków? Przede wszystkim – zupełnie nowe doświadczenia. Moja córka do dziś wspomina, jak nurkowała z maską w Morzu Czerwonym i widziała „Nemo” na własne oczy. Do tego dochodzą animacje w hotelach, które często są nastawione właśnie na rodziny z dziećmi.
Jeśli zdecydujecie się na egzotykę, warto pamiętać o kilku rzeczach:
- Sprawdźcie, czy nie są wymagane jakieś szczepienia
- Zabierzcie porządny krem z filtrem – słońce w tropikach jest zdradliwe
- Wybierajcie hotele z rekomendacjami dla rodzin – zazwyczaj mają lepiej przygotowane zaplecze dla maluchów
City break – krótka, ale intensywna przygoda
Nie każdy ma możliwość wyjazdu na cały tydzień. Jeśli dysponujecie tylko kilkoma dniami wolnego, warto rozważyć city break – czyli krótki, ale intensywny wyjazd do jednego z europejskich miast. Wbrew pozorom, takie miejskie wycieczki mogą być świetną zabawą również dla dzieci.
Weźmy na przykład Wiedeń – tylko godzina lotu z Warszawy, a atrakcji dla dzieciaków w bród. Dom Motyli, Muzeum Historii Naturalnej z dinozaurami, ogromne ZOO w Schönbrunn czy park rozrywki w Praterze – nuda nie wchodzi w grę! A wieczorem można zjeść słynny tort Sachera i napić się gorącej czekolady.
Podobnie Barcelona – zimą temperatury są przyjemne (około 15-18 stopni), tłumy turystów mniejsze, a atrakcji multum: oceanarium, muzeum czekolady, kolejka linowa na Montjuïc i oczywiście park Güell z mozaikami Gaudiego, które zachwycają nawet przedszkolaki.
Planując city break z dzieckiem, pamiętajcie, żeby:
- Nie pakować programu zbyt ciasno – dzieci szybciej się męczą zwiedzaniem niż dorośli
- Przeplatać „nudne” (z perspektywy dziecka) atrakcje z tymi typowo dziecięcymi
- Zarezerwować hotel w centrum – oszczędzi wam to czasu na dojazdy
Niezależnie od tego, czy wybierzecie zimowe szaleństwo na stokach, pluskanie w ciepłym morzu czy odkrywanie miejskich atrakcji, najważniejsze jest to, żebyście spędzili ten czas razem. Bo wiecie co? Te dzieciaki tak szybko rosną, że zanim się obejrzymy, wolą jechać na ferie z kolegami niż z nami. Dlatego łapmy te wspólne chwile, póki możemy. Nawet jeśli oznacza to kolejny raz „Let it go” z Krainy Lodu, śpiewane na całe gardło w samochodzie…
