Sardynia to istny raj dla plażowiczów. Kto choć raz stanął na jej białych piaskach i zanurzył stopy w krystalicznej wodzie, ten wie, że porównania do Karaibów wcale nie są przesadzone. Ba! Niektórzy twierdzą nawet, że sardyńskie plaże biją na głowę te najbardziej rozreklamowane zakątki świata. Jako wieloletnia wielbicielka włoskich wakacji, postanowiłam zebrać dla Was listę miejsc, które po prostu trzeba zobaczyć na własne oczy. Żadne zdjęcie nie odda bowiem tego, jak jasne potrafią być tutejsze piaski i jak nieprawdopodobnie turkusowa bywa woda u wybrzeży drugiej co do wielkości włoskiej wyspy.
Costa Smeralda – szmaragdowe wybrzeże dla koneserów
Nie da się mówić o Sardynii bez wspomnienia o jej najbardziej ekskluzywnym regionie. Costa Smeralda, czyli Szmaragdowe Wybrzeże, to miejsce, gdzie cumują jachty miliarderów, a na plażowych leżakach wylegują się celebryci z pierwszych stron gazet. Nazwa nie wzięła się znikąd – kolor wody faktycznie przypomina szmaragd, a połączenie tego z białym piaskiem tworzy widok, który zwala z nóg.
Spiaggia del Principe (Plaża Księcia) to prawdziwa perełka tego regionu. Nazwana tak na cześć księcia Aga Khana, który w latach 60. po prostu zakochał się w tym miejscu. I szczerze? Trudno mu się dziwić! Zatoczka otoczona granitowymi skałami wygląda jak z pocztówki, a woda jest tak czysta, że widać każdy kamyczek na dnie. Tylko błagam, nie przyjeżdżajcie tu w sierpniu – tłumy potrafią być przygniatające, a ceny za leżak z parasolem przyprawiają o zawrót głowy.
Jeśli macie zasobniejszy portfel, koniecznie zarezerwujcie stolik w jednej z nadmorskich restauracji w Porto Cervo. Możecie tam zjeść najlepsze owoce morza w swoim życiu, popijając schłodzonym lokalnym winem Vermentino di Gallura. Będzie drogo, ale czasem warto zaszaleć.
La Pelosa – gdy marzy Ci się Karaiby bez długiego lotu
Plaża La Pelosa w miejscowości Stintino to moje osobiste numero uno na całej wyspie. Mówię Wam, pierwsze wrażenie jest takie, że pilot pomylił kierunki i wylądowaliście na jakiejś zagubionej wyspie na Pacyfiku! Biały, niemal pudrowy piasek, woda w odcieniach od turkusowego po szafirowy i niesamowite poczucie, że to wszystko dzieje się zaledwie dwie i pół godziny lotu z Polski.
Co ciekawe, La Pelosa ma jedną fantastyczną cechę – jest niezwykle płytka. Możecie iść i iść, a woda będzie sięgać Wam najwyżej do pasa. To sprawia, że jest idealna dla rodzin z małymi dziećmi. Uwaga jednak – władze Sardynii od niedawna wprowadziły limit odwiedzających (tylko 1500 osób dziennie) i zakaz używania ręczników bezpośrednio na piasku. Trzeba mieć matę, żeby nie wynosić cennego białego piasku. Brzmi dziwnie? Może, ale dzięki temu plaża pozostaje w nienaruszonym stanie.
Protip od wyjadacza: weźcie ze sobą butelkę zamrożonej wody. Gdy temperatura przekracza 35 stopni, a to w sezonie norma, taka lodowata „gruszka” przy karku potrafi uratować życie!
Cala Goloritzé – dla tych, którzy lubią sobie zasłużyć na plażowanie
Jeśli należycie do osób, które nie przepadają za plażami „z dojazdem pod sam parasol”, Cala Goloritzé będzie Waszym wymarzonym miejscem. Ta mała zatoczka jest dostępna tylko na dwa sposoby: godzinnym trekkingiem w dół po dość wymagającej ścieżce lub łodzią (ale nawet wtedy trzeba dopłynąć wpław, bo łodzie muszą kotwiczyć 200 metrów od brzegu).
Czy warto się męczyć? Pytanie z gatunku „czy warto oddychać?”. Pionowe wapienne klify wznoszące się na ponad 100 metrów nad przejrzystą wodą, intensywnie niebieskie morze i drobne kamyczki zamiast piasku tworzą krajobraz jak z innej planety. Co więcej, miejsce to zostało uznane za pomnik narodowy Włoch i jest wpisane na listę UNESCO.
Pamiętajcie, żeby zabrać ze sobą wodę, przekąski i wszystko, co może się przydać – nie ma tu żadnej infrastruktury, żadnych barów czy wypożyczalni leżaków. To dzika plaża w najlepszym wydaniu. I właśnie za to ją kocham.
Cala Luna – filmowa gwiazda wśród sardyńskich plaż
Jeśli mieliście okazję oglądać film „Niebieski Wieloryb” z Jeanem Reno, to już ją widzieliście. Cala Luna (Księżycowa Zatoka) to jedna z tych plaż, które regularnie pojawiają się w rankingach najpiękniejszych plaż świata. I nie ma w tym krzty przesady.
Dostać się tu można łodzią z Cala Gonone lub Santa Maria Navarrese, albo pieszo szlakiem trekkingowym (około 90 minut marszu). Osobliwie wyglądające wapienne jaskinie wzdłuż plaży oferują naturalny cień, co jest na wagę złota w lipcowe upały. A morze? Ludzie, to trzeba przeżyć! Woda jest tak przejrzysta, że podczas snorkelingu czujecie się, jakbyście unosili się w powietrzu.
W sezonie znajdziecie tu niewielki bar plażowy, gdzie możecie kupić zimne piwo lub przekąskę. Moja rada? Zostawcie w domu elektronikę i po prostu „wylogujcie się” na kilka godzin. Gwarantuję, że to będzie lepsze niż najdroższy masaż relaksacyjny.
Plażowe etykiety, czyli jak nie wyjść na turystę-buraka
Zanim ruszycie na podbój sardyńskich plaż, kilka słów o lokalnych zwyczajach. Sardyńczycy są dumni ze swoich wybrzeży i, nie czarujmy się, mają ku temu powody. To, co dla turysty jest jednodniową atrakcją, dla nich jest skarbem narodowym. Dlatego:
Nie zabierajcie piasku ani kamyczków na pamiątkę! To nie jest żart – na lotnisku możecie dostać mandat do 3000 euro. Co roku władze konfiskują kilkaset kilogramów „pamiątek” i to naprawdę nie jest sposób, w jaki chcecie zakończyć wakacje.
Zapomnijcie o toples na większości publicznych plaż – Włochy nie są Francją czy Hiszpanią, a Sardyńczycy potrafią być dość konserwatywni w tej kwestii.
Sjesta wciąż jest święta – większość barów plażowych zamyka się między 13:00 a 16:00. Zaplanujcie posiłki z wyprzedzeniem albo zabierzcie własny prowiant.
Chia i jej dwie siostry – Spiaggia Su Giudeu i Spiaggia di Tuerredda
Południowe wybrzeże Sardynii często przegrywa popularnością z północą, co moim zdaniem jest totalnie niezasłużone. Plaże w okolicach Chia to absolutna ekstraklasa. Spiaggia Su Giudeu urzeka nie tylko złocistym piaskiem, ale i niewielką wysepką, do której przy niskim poziomie wody można dojść pieszo. To jak spacer po wodzie – i to bez umiejętności chodzenia po niej jak Jezus!
Kilka kilometrów dalej czeka Tuerredda – moim zdaniem najbardziej „karaibska” plaża na całej Sardynii. Półokrągła zatoka z delikatnie opadającym dnem, otoczona makią śródziemnomorską i skałami. Dla mnie majówka to zdecydowanie za wcześnie na kąpiele, ale w maju 2023 widziałam tu ludzi zanurzonych po szyję, jakby to było środek lata!
Okolice Chia to też świetna baza wypadowa do zwiedzania Cagliari – stolicy wyspy, która ma zdecydowanie więcej do zaoferowania niż tylko plaże. Jeśli macie dość słońca i morza (choć nie wiem, jak to możliwe), skierujcie się do starówki na espresso i lokalne ciasteczka. Naładujecie baterie przed kolejnym dniem plażowania.
Budelli – różowa perełka dla wytrwałych
Na koniec coś specjalnego, dla prawdziwych koneserów – Spiaggia Rosa na wysepce Budelli. Jej nazwa nie jest przypadkowa – piasek ma tu różowawy odcień za sprawą milionów rozdrobnionych muszli, koralowców i mikroorganizmów. Niestety, od 1994 roku wstęp na plażę jest całkowicie zabroniony, aby chronić ten unikalny ekosystem. Można ją podziwiać tylko z łodzi lub z wyznaczonych punktów widokowych.
Cała wyspa jest częścią Parku Narodowego La Maddalena, który składa się z siedmiu większych wysp i dziesiątek mniejszych wysepek. Jeśli chcecie zobaczyć „Różową Plażę” chociaż z daleka, najlepiej wykupić jednodniową wycieczkę łodzią z Palau lub La Maddaleny. Nie będzie to tanie przeżycie, ale widoki rekompensują wydatki.
Ciekawostka: przez wiele lat jedynym mieszkańcem Budelli był Mauro Morandi, który przez ponad 30 lat pełnił funkcję strażnika wyspy. Jego historia obiegła światowe media – w 1989 roku miał płynąć na Polinezję, ale awaria zmusiła go do zatrzymania się na Budelli. Zakochał się w wyspie i został tam na następne trzy dekady, aż do przymusowej eksmisji w 2021 roku. Jeśli szukacie inspiracji do zmiany życia, ta historia zdecydowanie daje do myślenia!
Zamiast podsumowania – praktyczne rady na koniec
Wierzcie mi lub nie, ale nie wymieniłam nawet połowy plaż, które zasługują na uwagę. Sardynia ma ich ponad 200, a każda ma swój niepowtarzalny charakter. Zanim jednak spakujecie walizki, kilka praktycznych wskazówek:
Najlepszy czas na odwiedziny? Moim zdaniem czerwiec i wrzesień – woda już/jeszcze ciepła, ceny niższe niż w szczycie sezonu, a plaże nie są zatłoczone.
Wypożyczcie samochód! Bez niego dotarcie do najbardziej spektakularnych plaż będzie albo niemożliwe, albo kosztowne (prywatne transfery).
Zainwestujcie w porządne buty do wody – wiele plaż jest kamienistych lub ma ostre skały przy wejściu do morza.
Na koniec najważniejsze – pozwólcie sobie na spontaniczność. Czasem te najmniej znane, przypadkowo odkryte zatoczki potrafią zachwycić bardziej niż rozreklamowane kurorty. W końcu najlepsze wspomnienia to te, których nie planowaliśmy, prawda?
