Zanzibar – już sama nazwa brzmi jak obietnica egzotycznego raju. Ta tanzańska wyspa od lat przyciąga turystów swoimi bajecznymi plażami, które wyglądają jak żywcem wyjęte z pocztówek czy reklam rajskich wakacji. Podczas mojej ostatniej podróży przekonałam się, że żadne zdjęcia nie oddają w pełni magii miejsca, gdzie biały piasek spotyka się z krystalicznie czystą wodą w kilkudziesięciu odcieniach błękitu. Zanzibar ma do zaoferowania ponad 30 plaż, z których każda ma swój niepowtarzalny charakter. Jedne tętnią życiem i oferują liczne atrakcje, inne pozwalają cieszyć się absolutną ciszą i samotnością. Przedstawiam subiektywny przegląd najpiękniejszych plaż, które warto odwiedzić podczas pobytu na tej magicznej wyspie.
Nungwi – najpopularniejsza perełka północy
Zacznę od miejsca, które jest absolutnym „must-see” każdej wycieczki na Zanzibar, czyli plaży Nungwi, położonej na samej północy wyspy. I wiecie co? Ta plaża naprawdę zasługuje na swoją reputację! Kiedy pierwszy raz stanęłam na jej miękkim, białym piasku, dosłownie zaparło mi dech w piersiach. Morze mieni się tutaj wszystkimi odcieniami turkusu i szafiru – niesamowity widok!
Nungwi to jedna z nielicznych plaż na Zanzibarze, gdzie pływy nie są tak mocno odczuwalne, co oznacza, że można kąpać się praktycznie o każdej porze dnia. To ogromna zaleta, bo na wielu innych plażach woda czasem „ucieka” na setki metrów i zostaje tylko piasek i rafy. W Nungwi nie trzeba się martwić takimi niespodziankami.
Co jeszcze wyróżnia Nungwi? Dzięki swojej popularności oferuje pełną infrastrukturę turystyczną: od klimatycznych barów serwujących świeże owoce morza (polecam zwłaszcza grillowane kalmary u lokalnych sprzedawców!), przez wypożyczalnie sprzętu do sportów wodnych, po luksusowe hotele z basenami infinity z widokiem na ocean. Jednak mimo tej rozbudowanej „cywilizacji”, plaża zachowuje swój urok i niepowtarzalny klimat.
Wieczorem Nungwi zamienia się w tętniące życiem miejsce – bary na plaży organizują imprezy przy muzyce, a lokalni artyści prezentują tradycyjne tańce. To idealne miejsce zarówno dla tych, którzy szukają relaksu, jak i aktywnego wypoczynku. Jedyny minus? W szczycie sezonu bywa naprawdę tłoczno, więc jeśli marzy wam się samotny spacer o zachodzie słońca, lepiej wstać wcześnie rano lub poszukać mniej uczęszczanych zakątków plaży.
Kendwa – sąsiadka Nungwi dla ceniących spokój
Dosłownie rzut beretem od gwarnej Nungwi leży jej spokojniejsza siostra – plaża Kendwa. To mój osobisty faworyt i miejsce, do którego wracam na Zanzibarze najchętniej. Dlaczego? Bo Kendwa oferuje podobne widoki co Nungwi, ale bez tłumów turystów. To taka złota środkowa droga – nie jest całkiem dzika i odludna, ale zdecydowanie bardziej kameralna.
Podobnie jak w Nungwi, pływy mają tu mniejszy wpływ na możliwość kąpieli, co jest ogromnym plusem. Woda jest krystalicznie czysta, a na jej dnie można dostrzec przepiękne rozgwiazdy (choć pamiętajcie – podziwiamy je w ich naturalnym środowisku, bez wyciągania na brzeg dla zdjęcia!). Piasek jest tu tak drobny i miękki, że chodzenie boso to czysta przyjemność.
Kendwa słynie również z organizowanych tu co miesiąc imprez przy pełni księżyca (Full Moon Party), które przyciągają ludzi z całej wyspy. Jeśli więc traficie na taki termin – szykujcie się na niezapomniane przeżycie!
Wzdłuż plaży rozciągają się zarówno luksusowe resorty, jak i bardziej przystępne cenowo bungalowy. Moim odkryciem była mała, rodzinna restauracja „Mama’s Kitchen” (właściwie to kilka stolików pod palmami), gdzie serwują obłędne curry z owocami morza za ułamek ceny, jaką zapłacilibyście w hotelowej restauracji. Jak to mówią – tanio, a cieszy!
Paje – raj dla kitesurferów i poszukiwaczy unikalnych widoków
Przenosimy się na wschodnie wybrzeże Zanzibaru, gdzie króluje Paje – plaża, która skradła serca miłośników sportów wodnych, szczególnie kitesurfingu. I nie ma się co dziwić! Od czerwca do września wieją tu idealne wiatry, tworząc raj dla wszystkich, którzy marzą o szybowaniu nad falami. Jako kompletny laik w temacie kitesurfingu, spędziłam całe godziny, siedząc na plaży z kokonem w ręku i po prostu podziwiając akrobacje doświadczonych surferów – to naprawdę hipnotyzujący widok!
Paje różni się znacząco od północnych plaż wyspy. Przede wszystkim, pływy są tu bardzo wyraźne. Kiedy woda się cofa, odsłania się ogromna przestrzeń oceanu – czasem trzeba iść nawet kilometr, żeby zanurzyć stopy w wodzie! Ale to właśnie wtedy Paje pokazuje swoje drugie oblicze – można spacerować po dnie oceanu wśród kolorowych rozgwiazd, jeżowców (uwaga na stopy!) i maleńkich krabów. Lokalni mieszkańcy wykorzystują ten czas na zbieranie owoców morza i alg, co samo w sobie jest fascynującym widokiem.
Wzdłuż plaży ciągnie się „główna ulica” Paje – piaszczysta droga pełna kolorowych sklepików, barów i restauracji. Klimat jest tu znacznie bardziej luźny i „hippie” niż w turystycznych kurortach północy. Wieczorami bary wypełniają się mieszanką lokalnych mieszkańców, kitesurferów z całego świata i turystów szukających autentyczności. To miejsce, gdzie można naprawdę poczuć ducha Zanzibaru.
Jeśli mielibyście wybrać się do jednej restauracji w Paje, polecam „Mr. Kahawa” – mały, niepozorny lokal serwujący najlepszą kawę na całej wyspie i śniadania, które wspominam do dziś. Za to najlepsze zachody słońca obejrzycie popijając zimne piwo w barze „Teddy’s Place”. Sztos!
Jambiani – autentyczny Zanzibar z dala od masowej turystyki
Jadąc dalej na południe od Paje, natrafimy na Jambiani – nadal dość nieodkrytą perełkę, która zachowała autentyczny charakter zanzibarskiej wioski rybackiej. Tu naprawdę można poczuć się jak odkrywca, a nie jak kolejny turysta w tłumie.
Plaża w Jambiani jest długa, szeroka i… prawie pusta! Nawet w szczycie sezonu można znaleźć miejsce tylko dla siebie. Woda ma niesamowity kolor – przechodzi od turksusu przy brzegu do głębokiego granatu w oddali. Podobnie jak w Paje, pływy są tu bardzo wyraźne, ale to właśnie one tworzą unikalny krajobraz tej części wyspy.
Co wyróżnia Jambiani? Przede wszystkim to, że turystyka wciąż nie zdominowała tu lokalnego życia. Rano można obserwować rybaków wypływających na połowy w tradycyjnych łodziach dhow, a kobiety zbierające wodorosty podczas odpływu – Zanzibar jest jednym z największych producentów alg na świecie, a większość tej „uprawy” odbywa się właśnie tutaj.
Zakwaterowanie w Jambiani to głównie małe, rodzinne pensjonaty i bungalowy – nie znajdziecie tu wielkich resortów all-inclusive, i bardzo dobrze! Ceny są niższe niż w popularnych kurortach, a jakość doświadczeń często wyższa. Pamiętam kolację w jednym z takich miejsc – „Blue Moon Resort” – gdzie właściciel osobiście przygotował dla nas świeżo złowione langusty, podając je przy stole na plaży, przy świecach. Zero zadęcia, ale jedno z lepszych doświadczeń kulinarnych w moim życiu!
Jambiani to także świetna baza wypadowa do zwiedzania innych atrakcji południowej części wyspy, jak las Jozani z endemicznymi małpami colobus czy Rezerwat Morski Menai Bay.
Matemwe – sekretny raj dla nurków i poszukiwaczy ciszy
Na zakończenie naszej podróży po plażach Zanzibaru przedstawiam prawdziwy ukryty klejnot – Matemwe. Położona na północno-wschodnim wybrzeżu, z dala od głównych szlaków turystycznych, ta plaża zachwyca spokojem i naturalnym pięknem.
Matemwe graniczy z Parkiem Morskim Mnemba Atoll, co czyni ją idealnym miejscem dla miłośników nurkowania i snorkelingu. Rafy koralowe wokół pobliskiej wyspy Mnemba należą do najpiękniejszych w całej Afryce Wschodniej! Podczas mojego nurkowania miałam okazję pływać wśród ławic kolorowych ryb, zobaczyć żółwie morskie i nawet małego rekina rafowego (całkowicie niegroźnego, choć serce waliło mi jak szalone!).
Sama plaża Matemwe jest mniej spektakularna niż Nungwi czy Kendwa, jeśli chodzi o biel piasku, ale nadrabia to autentycznością i spokojem. Pływy są tu bardzo wyraźne, co stwarza fascynujące możliwości eksploracji dna morskiego podczas odpływu. Lokalni przewodnicy chętnie zabiorą was na „walking safari” po rafie, pokazując ukryte skarby podwodnego świata.
Wioski wokół Matemwe pozostają praktycznie niezmienione przez masową turystykę. Dzieci biegają wśród palm kokosowych, starsi mężczyźni grają w bao (tradycyjną grę planszową) pod drzewami mango, a kobiety suszą ryby na słońcu. To prawdziwy, niefiltrowany Zanzibar, jakiego nie zobaczycie na Instagramie.
W Matemwe nie ma hucznych imprez czy centrów handlowych – jest za to autentyczność i okazja do prawdziwego relaksu. Wieczorem polecam odwiedzić jedną z lokalnych restauracji, gdzie można skosztować tradycyjnego pilau (ryżu z przyprawami) i świeżych owoców morza. A potem – już tylko szum fal i gwiazdy nad głową. Czego chcieć więcej?
Praktyczne wskazówki przed wyjazdem
Zanim spakujecie walizki i ruszycie odkrywać opisane przeze mnie miejsca, kilka praktycznych rad, które mogą się przydać:
Po pierwsze, planując pobyt na Zanzibarze, warto zwrócić uwagę na porę roku. Najlepszy sezon przypada od czerwca do października oraz od grudnia do marca. W pozostałych miesiącach mogą występować intensywne opady deszczu, które mocno ograniczą plażowanie.
Po drugie, mimo że Zanzibar to część Tanzanii, która jest krajem muzułmańskim, na plażach turystycznych dress code jest dość swobodny. Jednakże, odwiedzając lokalne wioski czy miasta (zwłaszcza Stone Town), warto ubrać się skromniej, z szacunku dla lokalnej kultury.
Po trzecie, pamiętajcie o kremie z filtrem! Słońce na równiku nie żartuje, a chyba nikt nie chce spędzić wymarzonych wakacji z poparzeniami słonecznymi. Z własnego doświadczenia polecam również zabezpieczyć się przed komarami – lokalny repelent Doom działa cuda!
Zanzibar to znacznie więcej niż tylko plaże – to miejsce o fascynującej historii, kulturze i przyrodzie. Warto wygospodarować choć dzień lub dwa na zwiedzanie Stone Town (wpisanej na listę UNESCO), wizytę na plantacji przypraw czy w lesie Jozani. A potem… wrócić na plażę i dalej cieszyć się tym kawałkiem raju na ziemi. Bo na koniec dnia, to właśnie dla tych bajecznych plaż większość z nas wybiera Zanzibar. I wiecie co? Nie da się ich po prostu nie pokochać!
