Pamiętasz to uczucie, gdy temperatura skacze powyżej 30 stopni, pot spływa ci po plecach, a jedyne, o czym marzysz, to coś zimnego i orzeźwiającego? Włoskie gelato? Banalne. Amerykańskie lody? Przewidywalne. A co powiesz na lody tajskie? Ten azjatycki fenomen kulinarny podbija polskie miasta szturmem, a ja sama, gdy pierwszy raz zobaczyłam ich przygotowanie na warszawskim foodtrucku, stanęłam jak wryta z otwartą buzią. I nie, nie przesadzam – to naprawdę robi wrażenie!
Czym właściwie są te tajskie lody?
Na początek mały disclaimer – wcale nie są tajskie! A przynajmniej nie w takim sensie, jak myślimy. Tajskie lody (znane również jako ice cream rolls) to tak naprawdę wynalazek, który zyskał popularność na ulicach Tajlandii i innych krajów Azji Południowo-Wschodniej, ale wcale nie wywodzi się z tradycyjnej tajskiej kuchni. To raczej stosunkowo nowy street food, który zdobył serca (i podniebienia) turystów, a następnie rozprzestrzenił się na cały świat.
Czym się różnią od zwykłych lodów? Przede wszystkim sposobem przygotowania, który jest prawdziwym show. Zapomnij o gałkach nakładanych łyżką – tutaj mleczna baza wylewana jest na zimną, metalową płytę schłodzoną do około -30°C. Następnie, na oczach klienta, sprzedawca miesza bazę z wybranymi dodatkami (owocami, czekoladą, ciasteczkami – co tylko dusza zapragnie) za pomocą dwóch metalowych szpatułek. Gdy masa zaczyna zamarzać, rozprowadza ją cieniutką warstwą po płycie i zwija w charakterystyczne rolki. Te rolki układane są w kubeczku i dekorowane dodatkami.
Jak to smakuje? Miałam wrażenie, że jem najdelikatniejsze lody na świecie. Dzięki szybkiemu zamrażaniu nie tworzą się duże kryształki lodu, więc tekstura jest jedwabiście gładka. Do tego świeże, prawdziwe dodatki (a nie sztuczne aromaty) sprawiają, że smakują obłędnie naturalnie. To tak, jakby połączyć lody z sorbetami i dodać do tego element zaskoczenia.
Dlaczego warto skusić się na lody tajskie w upalne dni?
Pewnie myślisz: „lody to lody, co za różnica?”. Otóż jest kilka powodów, dla których tajskie rolki lodowe mogą być lepszym wyborem niż tradycyjne gałki:
Świeżość przede wszystkim – lody tajskie przygotowywane są na bieżąco, dosłownie na twoich oczach, a nie wyciągane z zamrażarki, gdzie mogły leżeć tygodniami. Możesz więc mieć pewność, że dostajesz produkt najwyższej jakości.
Mniej powietrza, więcej smaku – tradycyjne lody podczas produkcji napowietrzane są nawet do 50% objętości (dlatego tak szybko się rozpuszczają). Tajskie rolki zawierają mniej powietrza, dzięki czemu są bardziej zbite i… po prostu bardziej lodowe! Wolniej się topią, co przy 35 stopniach w cieniu jest na wagę złota.
Personalizacja na maksa – sam wybierasz, co ma się znaleźć w twoich lodach. Nie musisz ograniczać się do gotowych smaków. Lubisz truskawki z Oreo i pistacjami? Proszę bardzo! W dodatku widzisz dokładnie, co trafia do twojego deseru.
Mniej kalorii (no, potencjalnie) – podstawowa baza lodów tajskich często zawiera mniej tłuszczu niż tradycyjne lody. Oczywiście wszystko zależy od tego, czym postanowisz je „nafaszerować” i udekorować. Ale hej, w upał możemy sobie pozwolić na małe grzeszki, prawda?
Tropem lodowych rolek – gdzie ich szukać?
Kilka lat temu trzeba było się nieźle nachodzić, żeby trafić na stoisko z tajskimi lodami. Dziś? Praktycznie każde większe miasto w Polsce ma przynajmniej jeden lokal oferujący te przysmaki. W Warszawie, Krakowie czy Wrocławiu znajdziesz nawet sieci specjalizujące się wyłącznie w tajskich lodach.
Szukaj ich przede wszystkim:
- Na foodtruckach i w strefach gastronomicznych podczas letnich festiwali
- W centrach handlowych (często na najwyższym piętrze w strefie restauracyjnej)
- W parkach i przy popularnych deptakach – szczególnie w weekendy
- W miejscowościach turystycznych – zwłaszcza nadmorskich, gdzie w sezonie wyrastają jak grzyby po deszczu
Pro tip: warto przygotować się na nieco wyższą cenę niż w przypadku tradycyjnych lodów. Za porcję tajskich rolków zapłacisz zazwyczaj od 16 do nawet 25 złotych. Ale uwierzcie mi, to show i smak są warte każdej złotówki! Pamiętam, jak zabrałam tam swoją sceptyczną mamę, która narzekała na cenę, a potem pierwsza chciała iść na dokładkę. Taka transformacja!
Zrób to sam, czyli tajskie lody w domowym zaciszu
Jeśli jesteś typem kuchcika-ekserymentatora albo po prostu lubisz oszczędzać, mam dobrą wiadomość – można zrobić lody tajskie w domu! Oczywiście, bez specjalnej płyty mrożącej efekt nie będzie identyczny, ale da się uzyskać całkiem niezłą podróbkę.
Do przygotowania domowych lodów tajskich potrzebujesz:
- 400 ml śmietanki kremówki 30% lub 36%
- 200 ml mleka skondensowanego słodzonego
- Szczypta soli (serio, wydobywa smak!)
- Dodatki według uznania: owoce, czekolada, ciasteczka, bakalie
A teraz trik: wylej mieszankę na płaską metalową tacę (najlepiej sprawdzi się blacha do pieczenia) i włóż do zamrażalnika na około 2-3 godziny. Gdy masa częściowo zamarznie, ale będzie jeszcze dość plastyczna, wyjmij ją i za pomocą metalowej szpatułki (można użyć łopatki do grilla) zeskrob ją, formując rolki. Voilà!
Nie będę ściemniać – za pierwszym razem wyszło mi coś, co bardziej przypominało rozdeptanego bałwana niż eleganckie rolki. Ale praktyka czyni mistrza! Przy trzecim podejściu udało mi się uzyskać całkiem przyzwoite tajskie lody domowej roboty, a moja rodzina była pod wrażeniem. I najważniejsze – było pysznie!
Tajskie lody w polskim wydaniu, czyli nasze swojskie wariacje
Co mnie najbardziej kręci w polskich lodziarniach serwujących tajskie rolki, to fakt, że potrafią wspaniale łączyć azjatycką technikę z naszymi, lokalnymi smakami. Bo niby czemu nie?
Byłam ostatnio na festiwalu street foodu, gdzie trafiłam na genialny wariant „Szarlotka” – z kawałkami jabłek prażonych na maśle z cynamonem i kruszonką. Albo „Pawłowa” – z kawałkami bezy, malinami i białą czekoladą. Istny obłęd!
Jeden z warszawskich lokali serwuje nawet wariant inspirowany popularnym przed laty Monte – z czekoladą i orzechami laskowymi. Nostalgia w kubeczku! Słyszałam też o „Lodach z ogórkiem kiszonym i miodem”, ale tutaj już chyba podziękuję… Choć kto wie, może to kulinarne objawienie?
Myślę, że właśnie ta fuzja egzotycznej formy i rodzimych smaków sprawia, że tajskie lody tak dobrze przyjęły się na polskim gruncie. Bo Polak nawet w kulinarnych nowinkach szuka swojskiego akcentu. I szczerze? Dobrze nam to wychodzi!
Lody tajskie vs upał – kto wygra ten pojedynek?
Raz, na festiwalu kulinarnym w Poznaniu, temperatura sięgała 36 stopni w cieniu. Kolejka do stoiska z tajskimi lodami ciągnęła się na kilkadziesiąt metrów! Ludzie stali w pełnym słońcu, ociekając potem, żeby zdobyć upragnione rolki. I wiecie co? Nikt się nie poddał, nikt nie zrezygnował. Bo te lody to nie tylko sposób na ochłodę – to cała lodowa filozofia.
Tajskie lody to świetny przykład slow food w fast foodowym wydaniu. Każda porcja przygotowywana jest indywidualnie, z uwagą i precyzją. Musisz na nią poczekać kilka minut, obserwując cały proces. To lody, które zmuszają cię do zwolnienia tempa, nawet podczas największego upału.
Ponadto, jak mówiła moja babcia – „zimne lody na gorące ciało to najlepsza rzecz pod słońcem”. I miała rację! Tajskie lody, dzięki swojej zwartej konsystencji i niższej zawartości powietrza, doskonale chłodzą organizm, dając ulgę w upalne dni.
Więc jeśli tego lata temperatury znów będą szaleć, a ty będziesz zastanawiać się, jak przetrwać kolejną falę upałów – daj szansę tajskim rolkom lodowym. Możesz mi wierzyć na słowo lub przekonać się sam. Czekanie w kolejce w skwarze może nie być frajdą, ale pierwszy kęs tych delikatnych, świeżo przygotowanych lodów wynagrodzi ci wszystkie niedogodności. I gwarantuję – zwykłe lody już nigdy nie będą smakować tak samo!
