Wietnam to nie tylko zatłoczone miasta i pola ryżowe. Ten azjatycki kraj skrywa jedne z najpiękniejszych plaż na świecie, które dorównują urokiem nawet słynnym kurortom Tajlandii czy Bali. Biały piasek, turkusowa woda i kokosowe palmy – brzmi jak marzenie? W Wietnamie to codzienność! Jeśli marzysz o rajskich wakacjach w miejscu, gdzie ceny wciąż potrafią miło zaskoczyć, a tłumy turystów nie są tak przytłaczające – to właśnie znalazłeś swój kierunek. Zapraszam do odkrywania plażowych skarbów tego fascynującego kraju!
Phu Quoc – wyspiarska perła południa
Na dobry początek – Phu Quoc. Ta wyspa to prawdziwy wietnamski raj, który dopiero od niedawna zaczął pojawiać się na radarach turystów z Europy. A szkoda, że nie wcześniej, bo to miejsce jest absolutnie obłędne! Leżąca na samym południu, tuż przy granicy z Kambodżą, wyspa oferuje jedne z najpiękniejszych plaż w całym kraju.
Wisienką na torcie jest bez wątpienia Sao Beach – plaża, która wygląda jak żywcem wyjęta z pocztówki. Biały, miękki jak mąka piasek i krystaliczna woda w kolorze, którego nie da się ać słowami – trzeba to po prostu zobaczyć. Kiedy byłam tam ostatnio, spędziłam cały dzień wylegując się na hamaku między palmami i popijając świeże mleko kokosowe. Palce lizać!
Nie można też zapomnieć o Long Beach (Bai Truong) – rozciągająca się na prawie 20 kilometrów plaża, gdzie zachody słońca zapierają dech w piersi. To właśnie tam warto zarezerwować hotel, żeby wieczorem po prostu wyjść na taras i podziwiać, jak słońce tonie w Zatoce Tajlandzkiej. Co ciekawe, mimo rosnącej popularności, wciąż można znaleźć tu spokojne, niemal puste odcinki, szczególnie jeśli wyruszymy trochę dalej na północ od głównej strefy hotelowej.
Da Nang – nowoczesność spotyka tradycję
Da Nang to miasto, które przeszło niesamowitą metamorfozę. Z niewielkiej miejscowości wyrosło na jeden z najnowocześniejszych kurortów w całej Azji. A wszystko dzięki niesamowitej plaży My Khe, znanej Amerykanom podczas wojny w Wietnamie jako „China Beach”.
Pamiętam, jak kilka lat temu siedziałam w małej knajpce serwującej owoce morza tuż przy plaży – wtedy dopiero zaczynał się tam budowlany boom. Dziś to miejsce jest nie do poznania! Szerokie aleje palmowe, luksusowe hotele i jedne z najczystszych miejskich plaż, jakie widziałam. Jeśli chcesz połączyć plażowanie z miejskimi rozrywkami – to strzał w dziesiątkę!
My Khe rozciąga się na dobrych kilka kilometrów, a jej głównym atutem jest łagodne wejście do morza i stosunkowo spokojne fale (choć surferzy też znajdą tu coś dla siebie). Co mnie najbardziej urzekło? Niesamowite widoki na pobliskie Góry Marmurowe i półwysep Son Tra. O świcie, kiedy plaża jest jeszcze niemal pusta, można zobaczyć lokalnych mieszkańców ćwiczących tai chi przy brzegu.
Warto też zajrzeć na Non Nuoc Beach, położoną nieco dalej na południe. Ta plaża jest nieco mniej zabudowana i oferuje trochę więcej spokoju. Idealnie nadaje się na długie spacery brzegiem morza.
Nha Trang – plażowa stolica Wietnamu
Jeśli ktoś mówi o plażach w Wietnamie, to prędzej czy później padnie nazwa Nha Trang. To miejsce, które jako pierwsze wyrobiło sobie markę wśród turystów i do dziś pozostaje najpopularniejszym kurortem nadmorskim w kraju. Główna miejska plaża to 6-kilometrowy pas złotego piasku z widokiem na zatokę usianą malowniczymi wysepkami.
Będę z wami szczera – Nha Trang jest już mocno skomercjalizowane i pełne turystów, szczególnie z Rosji i Chin. Ale czy to powód, żeby tam nie jechać? Absolutnie nie! Miasto ma swój niepowtarzalny klimat, a infrastruktura turystyczna stoi na wysokim poziomie. Co więcej, to jeden z niewielu kurortów w Wietnamie, który tętni życiem po zmroku.
Moja rada? Wykorzystaj Nha Trang jako bazę wypadową. Stąd możesz wybrać się na jednodniowe wycieczki łodzią na okoliczne wyspy, gdzie plaże są znacznie bardziej dziewicze. Doc Let Beach, położona około 50 kilometrów na północ od miasta, to moja osobista perełka – biały piasek, niewielu turystów i lokalne bary serwujące świeże owoce morza prosto z grilla. Niebo w gębie i raj dla oczu w jednym!
Bai Xep – ukryty skarb dla poszukiwaczy spokoju
Jeśli należysz do osób, które uciekają od zatłoczonych miejsc i szukają swojego kawałka raju z dala od tłumów – mam dla ciebie idealne miejsce. Bai Xep to mała rybacka wioska położona około 13 kilometrów na południe od Quy Nhon w środkowym Wietnamie.
Kiedy trafiłam tam pierwszy raz, dosłownie szczęka mi opadła. Wyobraźcie sobie małą zatoczkę otoczoną skałami, z piaszczystą plażą i krystalicznie czystą wodą. Do tego kilka prostych bungalowów i hosteli prowadzonych przez miejscowych, zero dużych hoteli i kompletna cisza, przerywana jedynie szumem fal.
W Bai Xep czas płynie inaczej. Budzisz się rano, jesz śniadanie patrząc na morze, a potem… cóż, możliwości są ograniczone – i to właśnie w tym rzecz! Możesz pływać, opalać się, czytać książkę w hamaku lub pomagać lokalnym rybakom przy wyciąganiu sieci (serio, pozwalają to robić turystom i jest to świetna zabawa). Wieczorem zaś nic nie przebije świeżych owoców morza i zimnego piwa „Bia Hoi” przy ognisku na plaży.
To nie jest miejsce dla każdego – brakuje tu luksusów, sklepów i rozrywek. Ale jeśli szukasz autentyczności i spokoju – trafisz do nieba. Tylko nie mów o tym zbyt wielu osobom, dobrze? Niektóre miejsca powinny pozostać naszym małym sekretem!
Con Dao – rajski archipelag z mroczną historią
Na koniec zostawiłam miejsce, które skradło moje serce – archipelag Con Dao. Położony około 230 kilometrów od Ho Chi Minh City, składa się z 16 wysp, które do niedawna były niemal niedostępne dla turystów. I właśnie to jest ich największą zaletą!
Największa z wysp, Con Son, to mieszanka fascynującej historii (były tu słynne więzienia z czasów kolonialnych i wojny wietnamskiej) i absolutnie dziewiczej przyrody. Dam sobie rękę uciąć, że plaża Dam Trau to jedna z najpiękniejszych, jakie widziałam w życiu. Złoty piasek, otaczający las i widok na samoloty lądujące na pobliskim lotnisku (które jest tak małe, że bardziej przypomina lądowisko).
Co najbardziej urzeka w Con Dao? Pustka. W pozytywnym znaczeniu tego słowa. Nawet w szczycie sezonu trudno mówić tu o tłumach. Choć pojawiło się już kilka luksusowych resortów (w tym słynny Six Senses), większość wysp pozostaje nietknięta przez masową turystykę.
To też raj dla miłośników przyrody – żółwie morskie składają tu jaja, rafy koralowe są w świetnym stanie, a okoliczne lasy zamieszkują rzadkie gatunki małp i ptaków. Krótko mówiąc – jeśli szukasz miejsca, które łączy plażowy relaks z ekoturystyką, lepiej nie trafisz.
Con Dao nie jest tanie i łatwo dostępne – pewnie dlatego zachowało swój unikalny charakter. Ale wierzcie mi na słowo – każda wydana tu złotówka i każda godzina spędzona w podróży są warte tego, co zobaczycie na miejscu.
Zamiast zakończenia – praktyczne wskazówki
Najlepszy czas na plażowanie w Wietnamie? Cóż, to zależy od regionu! Południe (Phu Quoc, Con Dao) najlepiej odwiedzać od listopada do kwietnia. W środkowej części kraju (Nha Trang, Da Nang) najlepsza pogoda panuje od lutego do sierpnia. Pamiętajcie też o porze deszczowej – w niektórych regionach potrafi lać jak z cebra!
I jeszcze jedna rada od serca – nie ograniczajcie się do jednego miejsca. Wietnam jest na tyle różnorodny, że szkoda byłoby nie zobaczyć kilku różnych plaż. Nawet jeśli macie tylko dwa tygodnie urlopu, da się połączyć wizytę w ruchliwym Nha Trang z odludnym Con Dao czy Phu Quoc.
No i nie bójcie się zejść z utartego szlaku. Niektóre z moich najlepszych plażowych wspomnień z Wietnamu pochodzą z miejsc, których nie ma w żadnym przewodniku – małych zatoczek, do których trafiłam przypadkiem, wynajmując skuter i jadąc przed siebie wzdłuż wybrzeża. Czasem najlepsze odkrycia czekają tuż za rogiem!
Jak to mówią Wietnamczycy: „Di thi moi biet” – „podróżuj, a zrozumiesz”. Więc pakujcie plecaki i ruszajcie na spotkanie z wietnamskimi plażami. Gwarantuję, że nie pożałujecie!
