Słońce, miękki piasek pod stopami i krystalicznie czysta woda w kolorze, którego nie odda żadne zdjęcie. Tak właśnie wygląda Alanya od strony morza. To turecki kurort, który od lat przyciąga turystów jak magnes, a jego plaże zasługują na osobny rozdział w każdym przewodniku. Sama spędziłam tam dwa niezapomniane tygodnie i przyznaję – trudno było mi się rozstać z tym kawałkiem raju. Zapraszam więc na wirtualny spacer po najbardziej zjawiskowych plażach Alanyi, gdzie królowa Kleopatra to tylko początek przygody.
Plaża Kleopatry – królowa wśród plaż
Nie ma chyba turysty, który odwiedził Alanyę i nie postawił stopy na Plaży Kleopatry. Ta dwukilometrowa perełka rozciągająca się u stóp potężnej skały z zamkiem to bez wątpienia wizytówka miasta. Muszę przyznać, że początkowo podchodziłam do niej z dystansem – w końcu to najbardziej popularne miejsce w okolicy. Myślałam: „Pewnie zatłoczona i przereklamowana”. Nic bardziej mylnego!
Legenda głosi, że sama Kleopatra upodobała sobie to miejsce do kąpieli, a Marek Antoniusz podarował jej ten kawałek wybrzeża jako prezent miłosny. Czy to prawda? Kto wie! Ale gdy tylko zanurzyłam stopy w jej idealnie drobnym, złocistym piasku, który podobno sprowadzono specjalnie z Egiptu, od razu zrozumiałam, dlaczego nosi taką nazwę. Jest po prostu królewska.
Woda przy Plaży Kleopatry ma niesamowity turkusowy kolor i jest krystalicznie przejrzysta. Można tu bez problemu dojrzeć małe rybki pływające między stopami. Co ważne dla rodzin z dziećmi – wejście do wody jest łagodne, choć dalej robi się głębiej i pojawiają się fale, które potrafią dać niezły wycisk. Sam nieraz oberwałem „z zaskoczenia”, gdy beztrosko dryfowałem na materacu.
Plaża jest świetnie zagospodarowana. Parasole i leżaki są płatne (w 2023 roku koszt kompletu to około 15-20 euro), ale można też rozłożyć własny koc na bezpłatnej części. Wzdłuż całej plaży ciągnie się promenada pełna restauracji, barów i sklepików. Tu życie tętni do późnych godzin wieczornych, a lokalne knajpki kuszą zapachami tureckich przysmaków. Dla mnie hit to świeże owoce morza i ayran – napój z jogurtu, który doskonale gasi pragnienie w upalne dni.
Plaża Damlataş – sąsiadka z charakterem
Dosłownie kilka kroków od wschodniej części Plaży Kleopatry znajduje się mniejsza, ale równie urokliwa Plaża Damlataş. Jej nazwa pochodzi od słynnej jaskini Damlataş, która znajduje się tuż obok. I tu ciekawostka – wielu turystów nawet nie wie, że przekroczyło granicę między plażami, bo wizualnie tworzą jedną całość!
Na pierwszy rzut oka Damlataş wygląda podobnie – ten sam złocisty piasek, czysta woda. Ale jest nieco mniejsza i otoczona skałami, co daje poczucie większej intymności. Plusem jest to, że jest zazwyczaj mniej zatłoczona niż jej sławna sąsiadka. To świetna opcja dla tych, którzy chcą uciec od największego tłumu, ale nie rezygnować z infrastruktury.
Damlataş ma chyba najlepsze położenie w całej Alanyi – blisko centrum, a jednocześnie u podnóża wzgórza zamkowego. Widoki są tu obłędne, zwłaszcza gdy siedzi się w jednej z nadmorskich kawiarni z kubkiem świeżo parzonej tureckiej herbaty. Moja rada: odwiedź to miejsce pod wieczór, gdy zachodzące słońce maluje skały na pomarańczowo i różowo. Istny Instagram na żywo!
Plaża Portakal – cytrusowy oddech spokoju
Jeśli szukasz czegoś mniej zatłoczonego, ale wciąż w rozsądnej odległości od centrum, koniecznie zajrzyj na Plażę Portakal. Jej nazwa pochodzi od tureckiego słowa oznaczającego pomarańczę, i coś w tym jest – okolica pełna jest cytrusowych gajów, a powietrze czasem pachnie owocami.
Ta plaża znajduje się we wschodniej części Alanyi, jakieś 3 km od centrum. Dojazd dolmuszem (lokalnym minibusem) zajmuje 10-15 minut i kosztuje grosze. Warto się tu wybrać choćby dla samej przyjemności jazdy wzdłuż wybrzeża. A jak dojedziecie na miejsce, od razu zauważycie różnicę – jest znacznie spokojniej, mniej komercyjnie, a więcej… autentycznie.
Piasek na Portakal jest nieco grubszy niż na Plaży Kleopatry, a wejście do morza bywa kamieniste, więc buty do wody mogą się przydać. Za to woda jest równie czysta, a fale mniejsze – idealne miejsce dla tych, którzy preferują spokojniejszą kąpiel. Spędziliśmy tu cały dzień i nie chciało nam się wracać – zwłaszcza, że lokalne restauracje serwują świeże ryby prosto z morza w cenach o połowę niższych niż w centrum.
Mała perełka – Plaża Incekum
A teraz moja osobista perełka, dla tych, którzy są gotowi na małą wycieczkę. Jakieś 15 km na zachód od Alanyi znajduje się plaża Incekum, co po turecku oznacza „drobny piasek”. I to nie ściema! Piasek jest tu tak delikatny, że chodzenie boso to czysta przyjemność.
Incekum to długa i szeroka plaża, która mimo swojego piękna nigdy nie jest przesadnie zatłoczona. Dlaczego? Bo większość turystów zwyczajnie nie chce się ruszyć dalej niż na Plażę Kleopatry. Ich strata, nasz zysk! Dojazd jest banalny – lokalne dolmusze kursują regularnie, a podróż zajmuje około 30 minut.
To, co urzeka w Incekum, to naturalne otoczenie – plaża jest częściowo otoczona sosnowym lasem, który daje przyjemny cień i intensywny zapach. W upalne dni to prawdziwe wybawienie. Morze jest tu płytkie na sporym odcinku, więc rodziny z dziećmi będą zachwycone. My spędziliśmy tam cały dzień z małymi bratankami i nawet nie zauważyliśmy, jak szybko minął czas.
Na miejscu jest kilka barów i restauracji, ale nie spodziewajcie się szału. To właśnie w tym urok – możecie zjeść świeżą rybę, popijając zimne Efes (lokalne piwo), bez natrętnych sprzedawców i hałaśliwej muzyki. „Prawdziwa Turcja w pigułce” – tak to określiła moja żona, i trudno się z nią nie zgodzić.
Kilka praktycznych uwag na koniec
Zanim spakowałam walizkę do Alanyi, naczytałam się różnych opinii o tamtejszych plażach. Rzeczywistość okazała się jednak inna niż internetowe y. Dlatego dzielę się z Wami kilkoma obserwacjami z pierwszej ręki:
Po pierwsze, sezon. Najlepszy czas na plażowanie w Alanyi to okres od maja do października. W lipcu i sierpniu temperatura potrafi przekraczać 40 stopni, więc jeśli nie jesteście fanami ekstremałów, lepiej wybierzcie czerwiec lub wrzesień. My byliśmy w drugiej połowie września i było idealnie – wciąż ciepło (około 30 stopni), ale już bez tego zabójczego upału.
Po drugie, ceny. Na głównych plażach za komplet (dwa leżaki + parasol) zapłacicie od 150 do 400 lir tureckich, w zależności od sezonu i lokalizacji. Kawa na plaży to wydatek rzędu 40-60 lir, piwo 50-70 lir. Warto mieć gotówkę, choć wiele miejsc przyjmuje karty. A jeśli chcecie zaoszczędzić, zawsze możecie przynieść własne napoje i przekąski (nikt tego nie zabrania).
I wreszcie – bezpieczeństwo. Plaże w Alanyi są generalnie bardzo bezpieczne, ale warto zwracać uwagę na flagi. Czerwona oznacza zakaz kąpieli (najczęściej z powodu silnych fal lub prądów), żółta – ostrożność, zielona – wszystko OK. Nie ignorujcie tych oznaczeń! Sam widziałem, jak ratownicy wyciągali z wody turystów, którzy zlekceważyli czerwoną flagę.
Na koniec muszę przyznać, że plaże Alanyi skradły moje serce. Każda ma swój niepowtarzalny charakter, ale łączy je jedno – turkusowa woda i widoki, które zostają w pamięci na długie lata. Czy warto tam pojechać? Jak dla mnie – to jedna z tych destynacji, do których chce się wracać. Więc pakujcie stroje kąpielowe, kremy z filtrem i ruszajcie odkrywać ten kawałek tureckiego raju!
